Tragiczna historia 25-latki z Piły

Tę tragiczną historię opisała w marcu 2005 roku Gazeta Wyborcza (Ciąża albo życie, 2.05.2005). 25-letnia mieszkanka Piły była w ciąży, gdy zdiagnozowano u niej wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Choć choroba postępowała, a stan zdrowia młodej kobiety drastycznie się pogarszał, lekarze nie potraktowali jej cierpień poważnie. Koncentrowali się na ciąży. Nie zdecydowali się nawet na wykonanie pełnego badania endoskopowego. Na pytanie „dlaczego?”, lekarz prowadzący odrzekł, że nie pozwala mu na to sumienie. Żądania matki (Z.) i narzeczonego, by lekarze rozpoczęli skuteczne leczenie bez względu na konsekwencje dla płodu nie przyniosły rezultatu. Po czterech miesiącach męczarni dziewczyna zmarła. Ostatnie miesiące życia spędziła w szpitalach w Pile, Poznaniu, i Łodzi.

Tragedia młodej kobiety poruszyła opinię publiczną. Pod listami wystosowanymi do ministra zdrowia, ministra sprawiedliwości i marszałka Sejmu podpisało się w ciągu trzech dni ponad 400 osób i 30 organizacji pozarządowych. Jednak powołana przez Ministerstwo Zdrowia specjalna komisja nie zakończyła prac przed zmianą rządu. Prowadzone przez Prokuraturę Okręgowa w Łodzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania jej śmierci wciąż trwa.

Poniżej opisujemy historię dziewczyny spisaną na podstawie artykułu Barbary Namysłowskiej-Gabrysiak „Błąd lekarski czy niepowodzenie w leczeniu?” opublikowanym w kwartalniku „Prawo i Medycyna”, nr 3/2005, 20, vol. 7).


Na jesieni 2003 roku dziewczyna zgłaszała się kilkakrotnie do lekarza rodzinnego w Przychodni Rejonowej w Pile. W trakcie wizyt skarżyła się na bóle brzucha, bóle stawów i ogólnie złe samopoczucie. Lekarka za każdym razem zapisywała leki przeciwbólowe i przeciwdepresyjne, nigdy natomiast nie zleciła innych badań, niż morfologia krwi.

W kwietniu 2004 roku, w trakcie prywatnej wizyty ginekologicznej, lekarka stwierdziła ciążę.

Ze względu na konieczność wyboru lekarza prowadzącego ciążę oraz powracające bóle brzucha 13 maja dziewczyna udała się na prywatna wizytę do ordynatora Oddziału Położniczego w Pile. Lekarz po zbadaniu pacjentki powiedział, że takie bóle są charakterystyczne dla początku ciąży i mogą występować do końca 3 miesiąca, zlecił wykonanie badań i wyznaczył termin następnej wizyty za miesiąc.

Jednak już 18 maja, będąc w około 8 tygodniu ciąży, trafiła do Szpitala Specjalistycznego w Pile na Oddział Ginekologiczno-Położniczy z objawami biegunki i krwawień z odbytu. Po wykonaniu morfologii krwi i konsultacji internistycznej pacjentkę skierowano na Oddział Wewnętrzny.

Na tym oddziale dziewczyna leżała od 19 maja do l czerwca. W trakcie hospitalizacji wykonano szereg badań, w tym badanie endoskopowe do 20 cm, w wyniku których, rozpoznano u niej wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a także cukrzycę ciężarnych. Po zastosowaniu leczenia farmakologicznego l czerwca wypisano ją do domu z zaleceniami opieki w poradni patologii ciąży, samokontroli poziomów glikemii i przyjmowania wskazanych leków.

Jednak już 4 czerwca ze względu na silne bóle podbrzusza została ponownie przyjęta na ten sam oddział szpitala w Pile. Od początku leczenia szpitalnego skarżyła się na narastające bóle brzucha oraz na bóle odbytu połączone z oddawaniem 8-10 krwistych stolców dziennie. Na Oddziale Chorób Wewnętrznych dziewczyna przebywała do 8 czerwca. W trakcie hospitalizacji stwierdzono u niej drugi rzut wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, niemniej nie wykonano ponownego badania endoskopowego. Poprzestano na leczeniu farmakologicznym. W związku z tym, że jej stan zdrowia nie uległ poprawie, skierowano ją do Kliniki Gastroenterologii Akademii Medycznej w Poznaniu, do której została przyjęta 8 czerwca. 1 lipca - po zastosowaniu steroidoterapii, Mesalazyny oraz suplementacji potasu i żelaza - została wypisana do domu z zaleceniem przeprowadzania okresowych badań ginekologicznych oraz stosowania diety i leków, które standardowo przyjmuje się w czasie ciąży.

13 lipca dziewczyna, w związku z cukrzycą ciążową, a jednocześnie cały czas skarżąc się na coraz silniejsze bóle odbytu stawiła się w Szpitalu Położnictwa i Chorób Kobiecych w Poznaniu w celu ustawienia poziomów cukrów. W szpitalu tym przebywała trzy dni - do 15 lica. Podczas hospitalizacji koncentrowano się wyłącznie na przebiegu ciąży. Nie zainteresowano się natomiast ciągłym bólem odbytu pacjentki.

19 lipca dziewczyna stawiła się w Poradni Przyszpitalnej Gastroenterologii w Poznaniu, gdzie po konsultacji chirurgicznej stwierdzono opróżniający się ropień podśluzówkowy w kanale odbytu na przedniej ścianie odbytnicy wielkości kasztana. Lekarz dyżurny chciał skierować ją na Oddział Chirurgiczny. Niestety na ten oddział jej nie przyjęto tłumacząc się brakiem miejsc. Nie chciano Jej również przyjąć do Szpitala Położnictwa i Chorób Kobiecych. Miejsce dla niej znalazło się dopiero w Klinice Gastroenterologii. W Klinice tej przeprowadzono zabieg usunięcia ropnia okołoodbytniczego w znieczuleniu zewnątrzoponowym i zalecono leczenie farmakologiczne. Podczas konsultacji ginekologicznej stwierdzono dodatkowo pojawienie się ropnia o średnicy 5 cm w ścianie pośladka. Dziewczyna była w tym czasie w 16. tygodniu ciąży. 28 lipca została wypisana do domu z zaleceniem kontynuowania leczenia farmakologicznego i stosowania nasiadówek w mydlanej wodzie 3 razy dziennie. Zalecono  jej również, by zgłosiła się za miesiąc na wizytę kontrolną do Poradni Gastroenterologicznej. Wypisano ją pomimo tego, ze cały czas skarżyła się na bóle odbytu tak silne, że praktycznie uniemożliwiały chodzenie. Wyniki badań krwi także były złe, dziewczyna miała znacznie podwyższone leukocyty i wysokie OB. W trakcie ostatniej rozmowy z lekarzem, jeszcze przed wypisaniem córki, matka dziewczyny (Z.) skarżyła się na brak poprawy jej stanu zdrowia i na jej cierpienie. Lekarz wręczył Jej wizytówkę z adresem prywatnej praktyki i powiedział, że gdyby cos się działo, może zgłosić się do niego prywatnie.

Zaraz po wyjściu ze szpitala, w nocy z 28 na 29 lipca, matka wezwała do domu pogotowie, ponieważ córka Z. nie mogła wytrzymać utrzymującego się cały czas bólu odbytu. Pacjentkę przewieziono do Szpitala Specjalistycznego w Pile najpierw na Oddział Ratunkowy, a następnie na Oddział Chirurgiczny. Na tym oddziale przebywała do 7 sierpnia. W trakcie pobytu w szpitalu zastosowano nacięcie ropnia wargi sromowej lewej, następnie wykonywano czyszczenie i zastosowano leczenie farmakologiczne. Nie wykonano badania endoskopowego, opierając się cały czas na badaniu fiberosigmoidoskopii do 20 cm wykonanym na Oddziale Wewnętrznym Szpitala Specjalistycznego w Pile, podczas pierwszej hospitalizacji. Po tygodniu leczenia, matka dziewczyny (Z.) w trakcie rozmowy z lekarzem ordynatorem usłyszała, ze: "to absurd, żeby leczyć ropień cały tydzień. Dziewczyna zajmuje się za bardzo swoim tyłkiem, zamiast zająć się czym innym". Wypisując ją ze szpitala zalecono codzienne wyciskanie ropy z wargi sromowej i stosowanie leków jak dotychczas.

Ze względu na brak poprawy stanu zdrowia i trwający cały czas ból odbytu, a często również bóle brzucha, 17 sierpnia dziewczyna, przy wsparciu Z., zdecydowała się rozpocząć leczenie w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu im. Pirogowa w Łodzi, w Klinice Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej. Dziewczyną zajął się tam lekarz proktolog. W trakcie badania chorej lekarz znalazł narastający ropień w okolicach odbytu i przetokę. 17 sierpnia zastosowano szersze niż poprzednio nacięcie ropnia wargi sromowej lewej, a następnie każdego dnia odbywało się czyszczenie pojawiającej się cały czas treści ropnej. Pomimo, że stan zdrowia dziewczyny ulegał ciągłemu pogorszeniu lekarze nie zdecydowali się na przeprowadzenie pełnej endoskopii. Na pytanie skierowane do prowadzącego lekarza, dlaczego nie chce wykonać tego badania lekarz odpowiedział: "sumienie mi nie pozwala".

Pod koniec sierpnia, w trakcie pobytu córki Z. w Klinice w Łodzi, jej matka i narzeczony, widząc, jak cierpi i jak bardzo pogarsza się jej stan zdrowia przeprowadzili z lekarzem prowadzącym rozmowę, w której zażądali rozpoczęcia zdecydowanego leczenia, bez względu na konsekwencje dla życia płodu. Lekarz odpowiedział pytaniem: "To, co, mam usunąć ciążę?". Matka i narzeczony dziewczyny jeszcze raz stanowczo zażądali, żeby ratować przede wszystkim jej życie, i pozostawić losowi to, czy ciąża się utrzyma. Niestety, ich żądania i prośby nie przyniosły żadnych rezultatów.

4 września dziewczynę przyjęto do Szpitala im. Madurowicza, I Kliniki Ginekologii i Onkologii Ginekologicznej w Łodzi z objawami otrzewnowymi. Wykonano zabieg wycięcia wyrostka robaczkowego. Następnie, jeszcze tego samego dnia, przewieziono ją, ze względu na niewydolność oddechową, na Oddział Intensywnej Terapii Szpitala im. Barlickiego. Na oddział została przyjęta z objawami wstrząsu septycznego i niewydolnością wielonarządowa. Jej stan był bardzo ciężki. Krążenie wymagało wspomagania wlewem katecholamin. Podczas badania USG stwierdzono cechy obumarcia płodu. Ze względu na bezskuteczną indukcję poronienia 6 września wykonano cesarskie cięcie. W trakcie zabiegu odessano około 800 ml treści ropnej z jamy otrzewnej oraz usunięto martwy płód.

13 września wykonano ponowną laparotomię i usunięto krwiak w jamie Douglasa. Ze względu na duże ilości ropnej wydzieliny w drzewie oskrzelowym wykonywano kilkakrotnie bronchoskopię. 15 września znów przeprowadzono laparotomię i ponownie wypłukano treść ropną, a także usunięto macicę. Po kolejnych dwóch laparotomiach w dniach 17 i 18 września stan chorej uległ dalszemu pogorszeniu, pojawiły się cechy niewydolności nerek, wobec czego zastosowano ciągłą hemodiafiltrację. Pomimo stosowanego leczenia nerkozastępczego, przeciwgrzybicznego i dializoterapii stan zdrowia dziewczyny ulegał pogorszeniu. 29 września w godzinach rannych doszło do zatrzymania krążenia. Zastosowane postępowanie reanimacyjne nie dało żadnych rezultatów. O godzinie 6.30 dziewczyna zmarła.