Barbara
Wojnarowska:
Mam na imię
Barbara i już dwa razy brałam udział w Trybunałach na rzecz
prawa kobiet do samostanowienia organizowanych przez
Federację.
Nie będę po
raz kolejny opowiadać swojej historii lecz tym razem wplatając wątki z życia
naszej rodziny postaram się Państwu wskazać negatywne
skutki zaostrzenia „ustawy o planowaniu rodziny”.
Mamy w
rodzinie dwoje niepełnosprawnych dzieci, gdyż w drugiej ciąży lekarz odmówił
nam badań prenatalnych, pomimo iż miał taki obowiązek, co potwierdził Sąd Najwyższy,
który rozpatrywał naszą skargę na lekarza i jego pracodawcę.
Przerażona
jestem tym, jakie skutki społeczne wniesie zaostrzenie obowiązującej ustawy.
Już obecnie Państwo nie jest wstanie zapewnić chorym dzieciom i ich rodzinom
godnych warunków życia. No dowód tego przytoczę parę szczegółów, z którymi nie
muszą borykać się rodziny bez problemu
niepełnosprawności w rodzinie:
- polskie prawo podatkowe nie przewiduje istnienia więcej niż
jednej osoby niepełnosprawnej w rodzinie;
- w rodzinach, w których jest kilka takich osób, można dokonać
odliczenia np. kosztu opiekuna, tylko na
jedną osobę;
- sejm chce zlikwidować i tak marne odpisy – a czy coś proponuje w
zamian? NIC;
- odpisy dokonywane prze takie rodziny
tylko pozornie są duże – dla laika to około 2000 zł odpisu – w rzeczywistości
jest to tylko 19% tej sumy, czy to naprawdę tak dużo?
- urzędnicy nie informują o odpisach osób uprawnionych. Po co?
Więcej wpłynie do budżetu, nieważne że zapłacą to Ci, którzy nie mogą związać końca z
końcem często stając przed wyborem - kupić dziecku leki czy na kolację dać
chleb z wędliną – albo leki albo…………….
- ustawa o zasiłkach rodzinnych i dodatkach do nich w ogóle nie
przewiduje wyższego progu podatkowego dla rodzin z więcej niż jedną osobą
niepełnosprawną;
- próg dla rodzin wynosi 504 zł (nie podnoszono tego progu od kilku
lat pomimo iż wszystko podrożało), dla rodzin z osobą
niepełnosprawną ten próg, też zamrożony od kilku lat, wzrasta do 583zł.
Zrobiłam miesięczną symulacje wydatków dla rodziny
czteroosobowej z jednym chorym dzieckiem i dwójką chorych dzieci. Podam kilka
przykładów.
|
Przychody |
Rodzina z 1 chorym dzieckiem |
Rodzina z 2 chorych dzieci |
|
Mąż – pensja (rozpatrujemy górny próg 583*4 osoby) |
2332 zł |
2332 zł |
|
Wydatki: |
|
|
|
Leki na chore dziecko/ci |
200 |
400 |
|
Sanatorium 1 do roku – opiekun opłaca swój pobyt 1/12 kosztów |
165 |
330 |
|
Sprzęt niezbędny do leczenia dziecka |
50 |
100 |
|
Dieta dziecka
|
100 |
200 |
|
Turnus rehabilitacyjny 1 do roku (1/12 kosztów) |
300 |
600 |
|
Lekarze, dojazdy do lekarza itp |
100 |
200 |
|
Wydatki na leczenie łącznie |
915 zł |
1830 |
|
Dochód – wydatki (tyle zostaje na utrzymanie rodziny
– opłaty, śr, higieny, jedzenie poza dietą,
przybory do szkoły, odzież i inne) |
1417 zł |
502 zł |
Czy analiza
tak skrótowo rozpatrywanych
przychodów i wydatków nie mówi nam wiele? A co na to Państwo?
Otóż nic – my jako takie rodziny nie dość, że nie
mamy pomocy ze strony państwa to jeszcze dodatkowo jesteśmy wyszydzani,
wyganiani z urzędów itp.
– Czy próg podatkowy nie powinien znacząco wzrastać
gdy w rodzinie jest więcej niepełnosprawnych?
– Czy naprawdę kwota 153 zł pielęgnacyjnego jest tak wysoka, że
rekompensuje poniesione wydatki?
– Czy ……….. politycy zamienią się z nami i
spróbują utrzymać chore dzieci i je leczyć w godny sposób?
Obawiam
się, że podstawowym skutkiem społecznym nowelizacji ustawy albo zmiany w
Konstytucji będzie jawne skazanie dzieci chorych i ich rodzin na
powolną, męczącą i wytykaną przez innych śmierć nie tylko fizyczną związaną z
brakiem funduszy na jedzenie lub leki, ale i śmierć społeczną – NIE MIEJ NIC DO CZYNIENIA Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ
BO SKOŃCZYSZ JAK ONI. Zaczną się rozpadać Rodziny, bo nie wszyscy zniosą ciężar
choroby dziecka. Coraz częściej będziemy słyszeć o matkach lub ojcach popełniających
straszne zbrodnie i samobójstwa, aby ulżyć chorym. Wielu innych skutków, nawet
nie jestem w stanie teraz przewidzieć. Jeżeli o to chodzi politykom to są na
najlepszej drodze do wystawienia rodzin za nawias społeczeństwa w
społeczeństwie obecnie już nietolerancyjnym.
Nas jako rodziny w 50% niepełnosprawnej nie stać na zakup mieszkania
nawet poprzez zaciągnięcie kredytu komercyjnego, a od miasta na mieszkanie
komunalne czekamy ponad 5 lat i jeszcze długo poczekamy, gdyż nie jesteśmy
nawet na liście oczekujących. Dlaczego……………, otóż zlikwidowano przepisy, aby rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem ubiegały się o
mieszkanie na warunkach pierwszeństwa. Gdzie więc mamy
leczyć nasze dzieci –
czy po operacji, po chemioterapii czy innym zabiegu często
ratującym życie postawić łóżko na ulicy lub pod mieszkaniem polityków. Już
powiedziano mi w Urzędzie Miejskim – „pani chore dzieci - Pani problem. Niech
sobie Pani kupi mieszkanie albo wynajmie, bo to nie nasz problem” – tak ma
wyglądać egzystencja naszych bliskich? Przepisy nie przewidują większego metrażu
przy ubieganiu się o mieszkanie. One dotyczą tylko zwiększonych dodatków
mieszkaniowych. Może więc mi któryś z Posłów lub
Senatorów odpowie jak na 45-50m2 mają poruszać się 4 osoby, w tym 2 na wózku?
Wracając do dodatków mieszkaniowych – czy to uczciwie, aby kwota przypadająca
na jednego członka rodziny od jakiej przysługuje dodatek była taka sama dla Rodziny z
jedną osobą niepełnosprawną jak dla Rodziny z kilkoma takimi osobami? Dlaczego
do dochodów wlicza się zasiłki, nawet te na dziecko niepełnosprawne? To
sprawia, że choć przysługuje nam zasiłek rodzinny wraz z jego dodatkami, to już
nie przysługuje nam dodatek mieszkaniowy, bo do dochodu wlicza się wszystkie
zasiłki. Czy przy naszych kosztach związanych z utrzymaniem chorych dzieci jest
to porządku?
Patrząc na
ten aspekt kwestii niepełnosprawności w czarnych barwach widzę przyszłość
takich rodzin jak nasza – więcej dzieci zostawianych w szpitalach, przytułkach
i sierocińcach, pojawienie się bezdomności dziecięcej tak wszechobecnej np. w Sankt Petersburgu czy
Moskwie. Tylko z tą różnicą, że u nas bezdomne dzieci będą dziećmi
niepełnosprawnymi, a to jeszcze gorzej będzie świadczyło o Nas Polakach.
Ostatnio
głośno jest o wprowadzeniu dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego i koszyka
świadczeń przysługujących przeciętnemu obywatelowi. Co będzie, gdy do tego
dojdzie? Trudno będzie znaleźć firmę ubezpieczeniową, która ubezpieczy rodziny choćby z jedną osobą niepełnosprawną. bo firma musi mieć zysk, a jaki będzie miała zysk, gdy
trzeba będzie pokrywać koszty leczenie tej osoby? Owszem, przyjdą pośrednicy i
zaoferują ubezpieczenie tylko w jakiej wysokości ………..
czy pensja przeciętnego Polaka starczy na samo
dodatkowe ubezpieczenie? NIE. Ktoś powie nie musicie się ubezpieczać – pewnie
ma racje tylko jak potem powiedzieć dziecku „nie pójdziesz na operację, bo tego
nie przewiduje koszyk, a my nie jesteśmy ubezpieczeni, więc cię bardzo
przepraszam synu/córko ale nie będziesz już nigdy
chodzić, a świat możesz oglądać przez okno, bo na wózek inwalidzki też nie mam
pieniędzy”.
Ostatnio
moje młodsze dziecko poszło do szkoły. Ze względu na astmę i częste ataki
duszności oraz przyjmowane leki, konieczny okazał się zakup drugiego
inhalatora. Dostałam skierowanie, poszłam do Funduszu Zdrowia i co…..? I
dowiedziałam się że muszę wydać ponad 1000zł, bo
fundusz nie refunduje inhalatora przy tej chorobie. Zapytałam się przy jakiej refunduje. Jakie było maje zdziwienie, gdy
usłyszałam, że refundacja dotyczy tylko jednej choroby – mukowiscydozy. Inne dzieci
czy dorośli, choćby mieli udusić się przed przyjazdem lekarza, nie są objęci
refundacją (i tak nie pokrywa ona pełnych kosztów zakupu). Teraz wypada mi
czekać na telefon czy dziecko wróci ze szkoły, czy karetka zdążyła dojechać w
czasie ataku? Miła perspektywa, prawda! Zastanawia mnie tylko, co jest bardziej
ekonomiczne - przeciwdziałanie ciężkim powikłaniom czy leczenie skutków tych
powikłań??
No cóż, i
znowu wypada wspomnieć o skutkach, jakie przyniesie proponowana zmiana –
wzrośnie liczba niepełnosprawnych, którzy będą uwięzieni ze swoją chorobą i
odrzuceni przez społeczeństwo, a w drastycznych przypadkach będą konać na
ulicy, bo karetka nie zdąży na czas. Leczyć się będą mogli tylko bogaci.
Nasze
szkoły są całkowicie niewydolne, jeśli chodzi o edukacje dzieci
niepełnosprawnych, a co będzie gdy tych dzieci będzie
więcej?
Już od 2
lat zabiegam, aby w szkole dzieci przystosowano do ich potrzeb łazienkę –
bezskutecznie. Odesłano mnie do szkoły z klasami integracyjnymi -jedynej na
70tys. miasto. Do szkoły uczęszcza ponad 1200 uczniów i są oni potencjalnym i
bardzo realnym zagrożeniem dla moich dzieci, gdyż ich niepełnosprawność jest
innego typu. Pomijam już fakt, że i tam łazienki są nieprzystosowane dla moich
dzieci. Jaki jest skutek – dzieci przestaną się uczyć wśród rówieśników i uczęszczać na tzw. rehabilitacje społeczną bo już nikogo to nieinteresuje a co będzie potem? Czy rehabilitacja
społeczna jest zamiast szkoły – o co chodzi?) Pewnie
wprowadzone zostaną kryteria kto może chodzić do szkoły,
a kto nie. No nie odmówi im się nauki, bo ona jest obowiązkowa, ale na
orzeczeniach pojawią się słowa „ nauczanie indywidualne”, „ze względu na
chorobę wskazana izolacja dziecka od dzieci zdrowych”. Politycy w prosty sposób
zmierzają do izolaowania nas i wystawienia poza
margines, najpierw pod przykrywką ochrony życia, a potem ochrony zdrowych przed
chorymi.
Nam nie
pozwolono się dowiedzieć, czy kolejne dziecko też będzie chore i podjąć
świadomie decyzję co dalej? Jakie są tego skutki – ja
zostałam zwolniona z pracy, bo - jak to określił dyrektor - jestem pracownikiem
niedyspozycyjnym. Chciał abym, pracując na ½
etatu, w szkole bywała codziennie średnio 4-5 godzin, gdy łącznie miałam mieć
tylko 9 lekcji w tygodniu. Wiedząc, że jadę z dziećmi do sanatorium powiedział
mi w oczy „niech Pani wybiera albo awans zawodowy albo zdrowie dzieci”.
Wybrałam dzieci, a awans na kolejny stopień nauczycielski mogłam zrobić dopiero
6 miesięcy później. Obecnie nikt mnie nie zatrudni, bo wiąże się to ze
zwolnieniami na dzieci i moją niedyspozycyjnością. Państwo owszem oferuje
świadczenie pielęgnacyjne, ale jak już wspomniałam jest ono uzależnione od
dochodu, a jego kwota nie starcza nawet w połowie na pokrycie rachunków
mieszkaniowych. Więc już na moim przykładzie widać skutki społeczne, jakie
wywiera obecna, bardzo zaostrzona ustawa antyaborcyjna, która dopuszcza wyjątki
od zakazu, ale nie jest przestrzegana. A co będzie potem………..? Będziemy mieli wokół siebie
pozostawionych samym sobie, sfrustrowanych rodziców, nasilającą się depresję,
zarówno po porodzie jak i w późniejszym okresie, narastającą agresję i
wzrastającą liczbę samobójstw. Nie chce być czarnowidzem, ale obawiam się, że oddziały
psychiatryczne będą przyjmować coraz więcej rodziców nie potrafiących sobie
radzić z trudami wychowywania dzieci niepełnosprawnych. A przecież wiadomo
było, że cierpią one na choroby genetyczne prowadzące do niepełnosprawności i
zależności od innych osób.
Jeszcze
tylko parę faktów z naszej codzienności:
- miejsca na parkingach przeznaczone dla niepełnosprawnych
zajmowane są przez osoby nieuprawnione. Gdy ostatnio zwróciłam uwagę w Krakowie
przed sklepem młodej parze, że parkuje na miejscu dla innego samochodu
usłyszałam stek wyzwisk, zadzwoniłam na policje i co ….. i
nic, parking przed supermarketem jest własnością sklepu i policja nie może
wystawiać tam mandatów – przecież to paranoja, po co w takim razie jest policja
drogowa?
- czy my jako rodzice musimy żebrać o pieniądze na leczenie dzieci
poprzez założone w Fundacji konto (dobrze, że taka choć
jest) i wysyłać tysiące listów do obcych ludzi i firm, żeby nam pomogli. Do
jednego z posłów z mego miasta też wysłałam, z tego co
wiem nie wykazał zainteresowania – przecież on ma zdrowe dzieci na studiach, a
moje chore - no cóż mój problem. Postanowiłam sobie, że teraz do wszystkich
zasiadających w obu izbach Parlamentu wyślę takie prośby i zobaczymy jak i kogo
faktycznie interesuje los chorych i niepełnosprawnych. Obawiam się, że od tych co chcą zmienić ustawę nie dostanę nawet dobrego słowa nie
mówiąc już o faktycznej pomocy.
Zamiast
opierać się na sprawdzonych wzorcach Państw dbających o niepełnosprawnych np. na Szwecji i wprowadzać wszelkie możliwe udogodnienia
dla niepełnosprawnych takie jak:
- mieszkania, domy przystosowane dla potrzeb niepełnosprawnych,
często za pieniądze Państwa lub z kredytów rozłożonych na 30-40 lat ale bez odsetek;
- stałej opieki nad niepełnosprawnymi, tak aby
rodzic nie czuł się osaczony chorobą dziecka;
- zapewnienie wykształcenia na równi ze zdrowymi;
- zapewnienie pracy – czy Pani za biurkiem w urzędzie, która przez
8 godzin nie rusza się z kasy nie może być inwalidką na wózku – W POLSCE NIE
MOŻE! Dlaczego – bo lepiej wygląda długonoga brunetka z 4 na maturze niż ta na
wózku choć ma 2 kierunki studiów ukończone z wyróżnieniem;
- pewności na przyszłość – że gdy
zabraknie rodziców dziecko nie będzie przetrzymywane w fatalnych warunkach w
ośrodkach opiekuńczych, ale będzie mogło żyć w społeczeństwie, które go nie
odrzuci lecz pomoże mu przejechać przez ulice, zrobić zakupy czy pójść ze
znajomymi do kina;
- pewności, że nie usłyszy się od lekarza „albo zapłacicie za
operacje, leki, środki ortopedyczne, czy pobyt w szpitalu albo nie pomogę
waszemu dziecku”;
Wiem, że
mówię ostre słowa, jednak patrząc na to, co się dzieje dookoła nas, naszych
rodzin, obserwując podejście polityków i manifestacje osób, które z rodzeniem
dzieci nie będą już miały do czynienia, dochodzę do wniosku, że dla nich ważny
jest cel sam w sobie. Cel, który musi być spełniony choćby miał przynieść więcej
szkody niż pożytku. Szkody fizycznej, moralnej, finansowej, psychicznej i
psychologicznej dla rodziców i ich dzieci.
Barbara i Sławomir Wojnarowscy