W numerze


 

Mam Prawo 9 (56) / 2008

Bez cytologii – bez pracy ?

 

Niektórych oburzył, innych rozśmieszył kolejny pomysł minister zdrowia na promocję zdrowia kobiet. Zaproponowano bowiem, by przy przyjmowaniu do pracy okazywać zaświadczenie o wykonaniu cytologii. Choć sam fakt odgórnego sterowania z korzystania z usług z zakresu zdrowia seksualnego może budzić złe skojarzenia, zaś brak rozwiązań odnoszących się do kobiet np. ze środowisk wiejskich rodzi podejrzenia, że nie jest to plan przemyślany, to jednak do pomysłu tego należy podchodzić z pewną otwartością.

Każda promocja cytologii jest lepsza od…braku promocji. W kraju, gdzie rak  kojarzy się ze śmiercią (i często, z powodu późnego wykrycia, kończy się nią ), szerzenie wiedzy z zakresu profilaktyki raka szyjki macicy oraz mobilizacja do badań cytologicznych: prostych, łatwych i, co ważne, tanich, powinna stać się mottem każdego ministerstwa zdrowia.

Dlatego nie krytykujmy tak pochopnie tej inicjatywy. Przyjrzyjmy się najpierw, czemu kobiety niechętnie kontrolują, czy nie grozi im choroba, którą mogą dzięki badaniom ugasić w zarodku.

 

Kobiety w Polsce nie wykonują cytologii, bo często uniemożliwiają im to kolejki i limity, a także nieprzyjazne godziny pracy przychodni. Choć ostatnio dość intensywnie promuje się konieczność wykonywania badań kontrolnych, to jednak reklama nie dociera do osób, które nie kupują gazet i nie korzystają z Internetu.

Istnieją także przyczyny, które wynikają po części z naszej mentalności i kultury.

Wiele kobiet nie robi cytologii, bowiem bagatelizuje znaczenie badania bądź ryzyko choroby, w ten sposób uspokajając ewentualne wyrzuty sumienia bądź kierując się złudną nadzieją "może się uda". Wiele pań w wieku menopauzalnym uważa, że ich ten problem JUŻ nie dotyczy, bo nie mają już miesiączki, nie współżyją, prowadzą się przyzwoicie, więc nic im nie grozi. Są to powody, które wynikają z braku wiedzy i na które można wpłynąć umiejętnymi kampaniami prozdrowotnymi.

Jednak w najgorszej sytuacji są kobiety z małych miejscowości czy wiosek, gdzie wybranie się do ginekologa to czasem wstyd i lepiej nie iść, niż pójść i narazić się na spojrzenia sąsiadek, często nawet ostracyzm społeczny. W małych, wiejskich środowiskach, wciąż dominuje przekonanie, że jeśli kobieta idzie do  ginekologa, to na pewno jej wina. Brak wiedzy na temat przyczyn choćby infekcji narządów płciowych kobiety powoduje, że zwykła grzybica pochwy może stać się powodem oskarżeń o zdradę w małżeństwie (przypadek autentyczny z Telefonu Zaufania dla Kobiet). Ponadto na częstotliwość chodzenia do ginekologa, a więc i wykonywania badań, wpływa strach i wstyd przed lekarzem, często utrudniony dostęp do przychodni, konieczność pojechania do innej miejscowości.

Zmobilizowanie do badań to prawdziwe wyzwanie, statystyki pokazują bowiem jednoznacznie, że obok chorób układu krążenia nowotwory to zabójcy kobiet.

 



Góra

Góra   |    Drukuj