|
|
|||||||||||||||||||||||||
|
Instrukcja na nowe czasy Grażyna Wieczorek [1] Tekst pochodzi z pisma feministycznego Zadra, nr 4 (25) 2005, http://www.efka.org.pl Ma być tak, że kilka miesięcy po szczęśliwym poczęciu przestajemy ukrywać rosnący brzuszek i chwalimy się zdjęciami USG. Na zdjęciach dobrze widać rączki, główkę, a nawet czy szykuje się córeczka czy synek. Czasem jednak dowiadujemy się, że coś poszło źle i nosimy płód upośledzony lub chory. Wówczas mamy prawo wybrać, czy chcemy taką ciążę donosić, czy raczej ją przerwać - zgodnie z odpowiednią ustawą (Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (z 1993 r., Dz.U. Nr 17, poz. 78; z 1995 r., Nr 66, poz. 334, z 1996 r., Nr 139, poz. 646, z 1997 r. Nr 141, poz. 943, Nr 157, poz. 1040 i z 1999 r. Nr 5, poz. 32). Jej art. 4a, ust. 1, pkt. 2 stanowi, że przerwanie ciąży może być dokonane w przypadku, gdy "badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu". Pamiętajmy jednak, że ustawa ta była kompromisem pomiędzy obowiązującą uprzednio ustawą dopuszczającą aborcję ze względów społecznych a projektem całkowitego zakazu aborcji, wniesionym przez polityków i ogólnie ruch pro-life. Padały argumenty o "cywilizacji śmierci", konieczności "odnowy moralnej" i respektowaniu zasad wiary katolickiej. Dlatego ustawę tę interpretuje się skrajnie restrykcyjnie. Kontrakty szpitali z Narodowym Funduszem Zdrowia obejmują oczywiście również zabiegi przerywania ciąży w przewidzianych prawem przypadkach, ale w wielu szpitalach od lat się ich nie wykonuje, ponieważ cały personel korzysta z klauzuli sumienia. Jest ona rozciągnięta tak dalece, że zabrania nawet kierowania do innych, mniej "sumiennych" szpitali. Rzadko jest to mówione wprost, częściej nieświadoma pacjentka traci czas na prośby i przekonywania - aż mija czas dopuszczalności zabiegu. Taką właśnie prawdziwą historię chciałabym opisać. Poproszono mnie o zainteresowanie się kobietą w 21 tygodniu ciąży, leżącą na Oddziale Patologii Ciąży dobrego szpitala. Kobieta czuje się dobrze, ale stwierdzono małowodzie (mało wód płodowych, czyli albo wyciekają, albo płód nie oddaje moczu jak należy), a poprzednie dziecko zmarło zaraz po urodzeniu z powodu wady genetycznej (nieczynne nerki). Może trzeba pacjentkę przenieść do jeszcze lepszego szpitala, żeby ten płód uratować, albo ciążę przerwać, jeśli jest bez szans? Rezonans magnetyczny sprzed dwu tygodni pokazał brak wypełnienia pęcherza moczowego u płodu, czyli wadę prawdopodobnie taką samą, jak u starszego brata. Pacjentka czekała na kolejny rezonans dla ostatecznego potwierdzenia podejrzeń, zgłaszając lekarzom, że jeśli wada się potwierdzi, to poprosi o przerwanie ciąży. Wynik był gotowy w dniu rozpoczęcia się 23 tygodnia ciąży. Potwierdził olbrzymie nieczynne nerki i dołożył przepuklinę mózgową, czyli częściowy brak kości czaszki. Te wady są ciężkie i nieodwracalne, powodują śmierć wkrótce po urodzeniu. Poszłyśmy razem do ordynatora wnioskować o aborcję, już nie tylko ustnie, ale z podaniem treści następującej: "Wobec stwierdzenia u mojego płodu dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia proszę o niezwłoczne wykonanie zabiegu przerwania ciąży (podstawa prawna: ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, art. 4a ust. 1 pkt. 2). W przypadku odmowy proszę o niezwłoczne: 1. wydanie pisemnej decyzji wraz z uzasadnieniem i wskazaniem realnych możliwości uzyskania świadczenia w innym szpitalu (ustawa z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodzie lekarza, art. 38 ust. 2); 2. wypisanie mnie ze Szpitala i wydanie potwierdzonych kopii wyników badań prenatalnych wykonanych w czasie mojego pobytu w tutejszym Oddziale (ustawa z dnia 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej, art. 18 ust. 3 pkt. 1, art. 22 ust. 1 i 3 oraz art. 26); 3. wydanie zaświadczenia uprawniającego do zabiegu przerwania ciąży w innym szpitalu. W razie odmowy wydania takiego zaświadczenia proszę o podanie pisemnego uzasadnienia (ustawa z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodzie lekarza, art. 38 ust. 4)." Podanie miało dołączoną kopię dla dyrektora szpitala, bo taka jest droga formalna. Dyrektor na urlopie. Trudno, sekretarka przyjęła. Ordynator miał do całej sytuacji kilka zastrzeżeń: 1. Kim pani jest dla pacjentki? - Nie miał prawa o to pytać. W takich okolicznościach pacjentka może wskazać jako osobę towarzyszącą kogo chce. Zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza z 1996 r. ma prawo do "uzyskania od lekarza przystępnej informacji o swoim stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu" (art. 31 ust. 1) oraz do "decydowania o osobach, którym lekarz może udzielać informacji" (art. 31 ust. 2). 2. Dlaczego pani przychodzi dopiero dziś, choć przecież zna pani tę sprawę od kilku dni? - Bo czekałyśmy na wynik rezonansu. 3. Dlaczego jest pani wrogo usposobiona i przyjmuje za pewnik, że w tym szpitalu aborcji się nie wykonuje? - Zaprzeczyłam zdawkowo, ponieważ wiem, że obydwoje wiemy, że w tym szpitalu aborcji się nie wykonuje. 4. Ordynator jeszcze nie zna wyniku rezonansu. - Faktycznie wynik pojawił się przed godziną, ordynator mógł go nie znać, a więc wręczyłyśmy mu papier z wynikiem. 5. Muszę się zastanowić. - Poczekamy, prosimy o decyzję dziś lub o natychmiastowy wypis ze szpitala itd. jak w podaniu. Mogłam sobie pozwolić na taką stanowczość, ponieważ pacjentka była zdecydowana na zabieg nawet na drugim końcu Polski albo i za granicą. 6. Przeczytałem wynik i podanie. Wykonujemy aborcje, jeśli wada jest letalna, czyli nieodwołalnie śmiertelna, a w tym przypadku można podtrzymywać życie noworodka dializą aż do naturalnej śmierci. - To nieprawda. Nie dializuje się noworodków z licznymi wadami. Ponadto ustawa o planowaniu rodziny dopuszcza aborcję już w przypadku "nieodwracalnego upośledzenia płodu", a nie tylko wady letalnej. 7. Nie ma pewności, że wady rzeczywiście występują, bo wynik badania może być mylący. - Czy wobec tego można w medycynie podejmować jakąkolwiek decyzję? Ponadto ustawa nie mówi 8. Ciąża jest zbyt zaawansowana, dziś pierwszy dzień 23 tygodnia; zdaniem ordynatora granica to 22 tygodnie. - Ustawa dopuszcza aborcję upośledzonego płodu do chwili osiągnięcia przez niego "zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej" (art. 4a ust. 2), nie precyzuje terminu, bo on zależy od postępu w medycynie. Obecnie w Polsce udaje się z biedą ratować płody 24-tygodniowe. Jednak nikt nie podaje oficjalnych wytycznych, więc każdy ordynator może przyjąć dowolną, uznaną przez siebie granicę. I każdy może zwodzić pacjentkę nadzieją, że kolejne badania jednak wykluczą wadę oraz mnożyć te badania aż klik! minie o jeden dzień termin, w jakim jego zdaniem zabieg jest dopuszczalny ustawowo. To, że pacjentka od kilkunastu dni prosi o aborcję, nie ma żadnego znaczenia. Przecież podanie złożyła dopiero dziś, a dziś o północy płód wszedł w wiek zdolności do samodzielnego życia. Ponadto chętnie widzianą granicą staje się obecnie 20 tygodni. Czy aby nie dlatego, że dopuszczalność aborcji stwierdza lekarz specjalista na podstawie "badań genetycznych" albo "obrazowych badań ultrasonograficznych wykonanych u kobiety ciężarnej" (Dz. U. 1997 nr 009 poz. 49. Rozporządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 22 stycznia 1997 r. w sprawie kwalifikacji zawodowych lekarzy, uprawniających do dokonania przerwania ciąży oraz stwierdzania, że ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety lub wskazuje na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu), a wady narządów wewnętrznych są dobrze widoczne w USG dopiero w 22-24 tygodniu? 9. Możliwe jest wypisanie pacjentki, ale bez zaświadczenia uprawniającego do zabiegu przerwania ciąży w innym szpitalu, ponieważ płód jest już zdolny do samodzielnego życia. - Ten płód nigdy nie osiągnie zdolności do samodzielnego życia, ponieważ w chwili odcięcia pępowiny przy porodzie przestanie korzystać z nerek swojej matki, które go podtrzymują przy życiu. Więc jest skazany od chwili poczęcia i nie ma dla niego znaczenia, czy przeżyje wewnątrzmacicznie jeszcze jakiś czas. Natomiast dla pacjentki utrzymanie ciąży oznacza rozpacz i oczekiwanie na żałobę, przedłużone o 17 tygodni; tłumaczenie ciekawskim, że nie będzie ani chłopca, ani dziewczynki, tylko pogrzeb; brzemię powiększającego się brzucha; możliwe powikłania ciąży i poród pełnowymiarowego płodu. W dodatku jeśli jako służba zdrowia będziemy wobec pacjentki bezduszni, to ona już nigdy w ciążę nie zajdzie, a jeśli okażemy zrozumienie, to może kiedyś, po badaniach i poradzie genetycznej, zdecyduje się jeszcze na dzieci. 10. Ordynator nie może sam podjąć decyzji, musi się skonsultować z zespołem lekarzy oddziału. - Ostatecznie konsultacja nastąpiła w trybie pilnym, jej wynik był po naszej myśli i ciąża została przerwana. Piszę tę instrukcję do bezpośredniego zastosowania w razie potrzeby, ale również po to, żeby oddać cześć dzielności pacjentki. Rozmowa z ordynatorem odbywała się w jej obecności. Musiała wysłuchać wszystkich hipokryzji; obserwować pozawerbalne manipulacje - np. początek rozmowy na stojąco w korytarzu czy serdeczne uśmiechy przechodzące w marsa, albo drążenie tematów tak nieistotnych, jak stopień naszego pokrewieństwa. Musiała odnotować kompletny brak empatii graniczący z okrucieństwem i kompletny brak znajomości prawa. Było to apogeum uprzedmiotowienia, jakiego doznaje się zawsze w sytuacji zależności od feudalnego pana. Nie rozpłakała się, nie rozdygotała, podtrzymywała swoją nielekką przecież decyzję. Jestem jej za to wdzięczna. Chcę też oddać cześć swojej własnej dzielności. Jestem z branży, więc z jednej strony łatwo mi było argumentować, ale z drugiej obawiałam się narażenia na niełaskę moich poniekąd szefów. A nawet musiałam znosić niełaskę portiera szpitalnego, który odmówił podania przez telefon imienia ordynatora, co było mi potrzebne do wysmażenia podania. Otuchy dodawała mi myśl, że oni muszą widzieć sytuację podobnie jak pacjentka i ja, tylko w dzisiejszych czasach w żaden sposób nie wolno im tego przyznać. Więc starałam się nie urazić, nie kwestionowałam granicy 22 tygodni, lekko tylko wspomniałam o Ministerstwie powiadomionym o sytuacji i czekającym na moje sprawozdanie. Nie wiem, które z moich argumentów przeważyły. Gdyby wada nie była letalna, to pewnie żaden by nie pomógł, mimo że na prośbę ordynatora podarowałam mu tekst ustawy, gdzie o letalności nie ma mowy. Wiem za to, że żadna pacjentka nie jest w stanie sama wyegzekwować swoich praw w czasie pospiesznego obchodu porannego, leżąc z brzuchem przekłutym rurką, przez którą wpuszczają jej do macicy odpowiedni płyn, żeby płodowi na jakiś czas zapewnić optymalne warunki rozwoju, zanim urośnie, zmasakruje jej kanał rodny i umrze. Potrzebne jej jest asertywne wsparcie wyszczekanej prawniczki, która będzie ją reprezentować. Podejmuję się szkolenia wolontariuszek. Kontakt przez redakcję "Zadry". Chcę podziękować za wsparcie Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, której strona internetowa zawiera teksty potrzebnych ustaw i inne niezbędne informacje: www.federa.org.pl. Jeśli zadzwonicie do nich (022) 635 93 86, na pewno dostaniecie szybką, uważną i kompetentną pomoc. Ministerstwo Zdrowia (www.mz.gov.pl) prowadzi Biuro Praw Pacjenta (www.bpp.waw.pl), pod bezpłatnym telefonem: 0800 190 590, czynnym od poniedziałku do piątku w godz. 9-21. Można się tam poskarżyć na naruszenia praw, co prawda bez nadziei szybkiej i skutecznej interwencji, ale jest to jedyna droga do ujawnienia patologii i zmuszenia świadczeniodawców NFZ do pisemnego tłumaczenia się. Właściwa droga skargi na świadczeniodawcę w przypadku naruszenia praw pacjenta to kolejno, a najlepiej równolegle: 1. Kierownik zakładu opieki zdrowotnej, skarga ma być złożona zgodnie z przepisami ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (Dz.U. z 2000 r. Nr 98, poz. 1071 z późn. zm.) 2. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Okręgowej Izbie Lekarskiej - jeśli naruszenie jest spowodowane działalnością lekarza. Postępowanie w przedmiocie złożenia skargi odbywa się zgodnie z przepisami ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o izbach lekarskich i wydanym na jej podstawie rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 26 września 1990 r. w sprawie postępowania w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy (Dz.U. z 1990 r. Nr 69, poz. 406); 3. Ubezpieczonemu, którego prawa zostały naruszone przez świadczeniodawcę, z którym NFZ podpisał umowę, przysługuje ponadto skarga do Rzecznika Praw Pacjenta NFZ (w centrali NFZ) lub rzecznika praw pacjenta działającego przy danym oddziale funduszu. Jednak NFZ jest tylko urzędem, który ma aż dwa tygodnie czasu na odpowiedź w trybie administracyjnym i nie wchodzi w kompetencje lekarskie, więc jest mniej przydatny. Korzystajmy z tych możliwości natychmiast, jeśli czujemy że nas zwodzą, a czas działa na naszą niekorzyść. Wszystkie prośby do świadczeniodawców przedstawiajmy od razu na piśmie, z kopią za potwierdzeniem odbioru, żądajmy odpowiedzi pisemnej, z datą, pieczątką i podpisem. Wtedy przestraszą się odpowiedzialności chociażby finansowej i przestaną prymitywnie manipulować. Skrzyknijmy się w organizacjach feministycznych, stwórzmy siatkę wzajemnej pomocy. Niech każda kobieta zna numer telefonu do Federacji i do Biura Praw Pacjenta. Niech żadna nie pozostanie sama wobec ideologicznej przemocy. [1] Autorka artykułu jest ginekolożką. | ||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||