|
|
Interwencja policji gabinecie ginekologicznym
w Lublińcu
POD NAPIĘCIEM
Telewizja TVN jeden ze swoich cyklicznych programów "Pod napięciem" poświęciła najściu policji na gabinet ginekologiczny w Lublińcu (28 stycznia 2000 r.). To wydarzenie poruszyło opinię publiczną uświadamiając społeczeństwu, na jakie upokorzenia narażone są kobiety tylko dlatego, że muszą korzystać z usług ginekologicznych. Policja interweniując naruszyła szereg praw przysługujących pacjentce. W związku z tym powstaje pytanie, czy prawo może lub powinno być egzekwowane w sposób, który prowadzi do naruszenia konstytucyjnych i ustawowych praw człowieka. Można było przypuszczać, że realizatorzy programu przynajmniej jego część poświęcą temu problemowi. Jednak incydent posłużył im tylko za pretekst do sensacyjnego i, niestety, niekompetentnego potraktowania samej aborcji. Prowadzący nie chciał dostrzec związku między zjawiskiem aborcji a dostępem do antykoncepcji. Dał temu wyraz przerywając wypowiedź posłanki SLD Marii Gajewskiej-Bożek, gdy tylko zaczęła o tym mówić.
W programie przyjęto za pewnik, że przerwanie ciąży musi wywołać poważne konsekwencje psychiczne u kobiet. Na dowód tego dwukrotnie przedstawiono wypowiedź kobiety żyjącej w poczuciu winy z powodu czterech zabiegów aborcji. Jej zwierzenia wsparto wystąpieniem psychologa. Nie zadbano o to, by przedstawić opinię tych kobiet, którym aborcja przyniosła ulgę. Nie zauważono jakim dramatem dla kobiet jest niechciana i wymuszona ciąża. Tymczasem prowadzone na świecie badania1) (np. badanie przeprowadzone na całej populacji kobiet duńskich w wieku 15-49 lat) świadczą o tym, że o stanie psychicznym kobiet, które poddały się aborcji, decydują czynniki inne niż sam zabieg. Mogą nimi być: sposób, w jaki doszło do ciąży, relacje z partnerem, światopogląd, poglądy najbliższego otoczenia, okoliczności towarzyszące aborcji. Również takie programy, jak "Pod napięciem", w których autorytatywnie stwierdza się, że "prawdziwa" kobieta musi odczuć psychiczne konsekwencje aborcji - sprzyjają wywołaniu poczucia winy.
Sprzeciw budzi także konsekwentne stosowanie przez prowadzącego program Marcina Wronę określenia "przeciwnicy i zwolennicy aborcji". Podział uczestników dyskusji wokół prawnej dopuszczalności aborcji przebiega inaczej. Dzielą się oni na tych, którzy opowiadają się za jej prawnym zakazem i karalnością, i tych, którzy są temu zakazowi i karom przeciwni. Używanie określenia "zwolennicy i przeciwnicy aborcji" byłoby uzasadnione, gdyby zastosowano inne kryterium: skuteczności działań na rzecz zapobiegania przerywaniu ciąży. Światowe doświadczenia wskazują, że zjawisko aborcji można ograniczyć tylko przez rzetelną oświatę seksualną i upowszechnianie dostępu do antykoncepcji. Wniosek nasuwa się sam: za zwolenników aborcji należałoby uznać ludzi, którzy utrudniają zapobieganie niechcianym ciążom, a tym samym wydatnie przyczyniają się do wzrostu liczby aborcji.
Żeby lepiej przedstawić niestosowność takich określeń można posłużyć się przykładem karalności prób samobójczych. Czy z tego, że w Polsce niedoszli samobójcy nie są karani należy wysnuć wniosek, że - w przeciwieństwie np. do autorów Kodeksu napoleońskiego - jesteśmy zwolennikami takiego sposobu rozstawania się z życiem.
W związku z tym, że wyemitowany program miał charakter tendencyjny, Federacja zwróciła się do prezesa TVN z apelem o umożliwienie nam przedstawienia naszego stanowiska przed kamerą, przedłożenie rzetelności nad stereotypy i uprzedzenia oraz korzystanie w przyszłości z naszej wiedzy i materiałów. (A.S)
1) - "Syndrom postaborcyjny" w świetle badań, biuletyn Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, nr 8/zima1997
|