|
|
"Życie" przeciw prawom człowieka
Wanda Nowicka
Życie opublikowało ostatnio kilka artykułów, w których podjęło fundamentalną krytykę praw człowieka -zarówno ich założeń filozoficznych, jak i stosowania w praktyce.
Autorzy - Łukasz Warzecha w artykule "Rozsądek jest ważniejszy" (3 II), Cezary Michalski w tekście "Nie wylewać dziecka z kąpielą" (4 II) oraz Ryszard Legutko w felietonie "O szkodliwości praw człowieka" (4 II) - wysunęli wiele zarzutów przeciw tym prawom. Z częścią tych zarzutów chciałabym polemizować.
Prawa człowieka wobec tradycji
Pierwszy zarzut można by określić mianem uniwersalizmu. Zdaniem "Życia", prawa człowieka, wywodzące się z tradycji europejskiej, "rozprzestrzeniają się" na inne kultury i narzucają społeczeństwom o odmiennych tradycjach i obyczajach obce dla nich wzory - często wbrew ich woli, a w każdym razie bez widocznego poparcia z ich strony.
Zarzut, że prawa człowieka, pochodząc z określonego - europejskiego - kręgu kulturowego, nie mają zastosowania do krajów o innej tradycji, jest zarzutem wysuwanym dość często przez konserwatywnych przeciwników koncepcji praw człowieka. Zaprzeczają oni fundamentalnej zasadzie praw człowieka, zgodnie z którą wszystkim ludziom przysługują te same prawa. Autorzy "Życia" zdają się podzielać pogląd, że w imię kultury i tradycji panujących w danym kraju można odmawiać obywatelom tego kraju ich podstawowych praw.
Tymczasem tradycję i obyczaje można i należy respektować, ale tylko pod warunkiem, że nie usprawiedliwiają one łamania praw człowieka ani do tego nie prowadzą. Trudno bowiem w imię tradycji zaakceptować kamienowanie za cudzołóstwo w części krajów islamu, okaleczanie narządów płciowych u dziewczynek w Afryce, czy faktyczne skazywanie na śmierć głodową samotnych kobiet w Afganistanie, które nie mają prawa do pracy, a bez męskiego opiekuna nie mogą wychodzić z domu. Żadna kultura ani obyczaje nie mogą służyć za usprawiedliwienie podobnych aktów przemocy. Relatywizm moralny publicystów "Życia" i ich faktyczne przyzwolenie na łamanie praw człowieka w innych krajach jest nie do zaakceptowania.
Nowi zwolennicy koncepcji praw człowieka Legutko z dużą ironią podchodzi do faktu, że coraz więcej środowisk politycznych i religijnych, np. kościół rzymsko-katolicki, czy też komuniści, utożsamia się z filozofią praw człowieka. Zarzut ten można określić mianem uniwersalizmu ŕ rebours. Konstatacja, że idea praw człowieka jest akceptowana przez coraz to nowe środowiska - szczególnie kościół rzymsko-katolicki - powinna właściwie raczej cieszyć niż martwić. Można liczyć na to, że dzięki dobrej woli i współpracy rozmaitych środowisk prawa człowieka szybciej staną się faktem. Pewien niepokój związany z "przejmowaniem" praw człowieka przez religie czy ideologie podzielają również organizacje broniące praw człowieka. Organizacje te dostrzegają, że skutkiem, a może i celem włączania praw człowieka do określonej tradycji czy religii jest nadanie im swoistej interpretacji, często znacznie odbiegającej od głównego nurtu. Jak wiadomo, koncepcja praw człowieka wywodzi się z filozofii francuskiego Oświecenia, która przeciwstawiła prawa ludzkie prawu boskiemu. Troska publicysty "Życia" nie dotyczy jednak tego, że inne tradycje mogą zinterpretować po swojemu prawa człowieka, ale wypływa z obawy, że prawa człowieka mogą rozprzestrzenić się jeszcze bardziej. A temu jest zdecydowanie przeciwny.
Rozwój koncepcji praw człowieka
Autorzy "Życia" z dużym zaniepokojeniem stwierdzają, że koncepcja praw człowieka stale się rozwija; zamiast się trzymać kilku podstawowych zasad, przyjętych 50 lat temu, ogarnia coraz to nowe obszary życia człowieka, takie na przykład, jak prawa społeczne, ekonomiczne i kulturalne. Obejmuje coraz to nowe grupy społeczne i etniczne. Publicystom "Życia" trudno zaakceptować fakt, że proces ten może trwać nadal. Legutko posuwa się nawet do twierdzenia, że prawa człowieka stały się roszczeniami. Autorów zdaje się szokować, że ludziom już nie wystarcza, iż ich prawa są gdzieś zapisane, lecz domagają się, by te prawa były faktycznie respektowane. Legutko w artykule pod znamiennym tytułem "O szkodliwości praw człowieka" określa dążenie do realizacji praw człowieka mianem "moralnej ortodoksji praw człowieka", a Łukasz Warzecha jako "poręczne narzędzie propagandy i retoryki".
Dynamiczny rozwój koncepcji praw człowieka jest faktem, tym niemniej mylą się publicyści "Życia" twierdząc, że prawa ekonomiczne, społeczne i kulturalne są czymś nowym. Międzynarodowy Pakt Praw Ekonomicznych, Społecznych i Kulturalnych został przyjęty przez ONZ w 1966 r., jednocześnie z Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych. A zatem rządy państw członkowskich ONZ już ponad 30 lat temu uznały wagę praw społecznych i to, że prawa polityczne i obywatelskie, wbrew opiniom niektórych środowisk, nie wyczerpują katalogu praw człowieka. Żeby człowiek mógł godnie żyć, niezbędne jest pewne minimum ekonomiczne i socjalne, a każdy rząd jest odpowiedzialny za jego zapewnienie. Rząd ma obowiązek zapewnienia obywatelom edukacji, podstawowej opieki zdrowotnej, opieki nad słabszymi, pokrzywdzonymi przez los. Wprawdzie rządy skrajnie liberalne i prawicowe wolałyby się od owych zobowiązań uwolnić i pozostawić te grupy własnemu losowi, ale te podstawowe i wcale nie nowe prawa zapisane są przecież nie tylko w międzynarodowych konwencjach, lecz także w Konstytucji RP.
Rozwój praw człowieka nie polega na tworzeniu zupełnie nowych praw, lecz na konsekwentnej interpretacji tego podstawowego katalogu praw człowieka. Nawet zdefiniowane i przyjęte w latach 90-tych prawa reprodukcyjne są prostą konsekwencją prawa do decydowania o sobie, a następnie rozciągnięcia tego prawa na sferę ludzkiej seksualności i rozrodczości. Podobnie uznanie, że prawa kobiet i dzieci są prawami człowieka, nie wynikło z faktu, że przedtem kobiety i dzieci nie były nimi objęte, lecz z faktu, że ogólny zapis dotyczący człowieka okazał się niewystarczający, by objąć ochroną te sfery życia, w których prawa tych grup są szczególnie łamane - a więc przede wszystkim, by przeciwstawiać się przemocy w rodzinie. Obecnie rządy nie mogą twierdzić, że to, co dzieje się w rodzinie, jest wyłączną sprawą członków tej rodziny. Ochrona pokrzywdzonych członków rodziny jest obowiązkiem każdej władzy, bez względu na tradycje i obyczaje panujące w danej społeczności.
Prawa człowieka w polityce międzynarodowej
Kolejne zarzuty "Życia" można określić jako pragmatyczne. Prawa człowieka są praktycznie nie do zrealizowania - i to zarówno wobec własnych obywateli, jak i w stosunkach między państwami. W polityce zagranicznej nie należy, zdaniem autorów, traktować w sposób priorytetowy praw jednostki, zwłaszcza gdy są one łamane w takich państwach, jak Chiny. Psucie sobie dobrych stosunków z takimi państwami jest sprzeczne z polską racją stanu i w żadnym wypadku nie należy tego czynić. Podobne wywody przedstawione przez Michalskiego prowadzą go do wniosku, że "koncepcja praw człowieka, chroniąc interes jednostki, zupełnie lekceważy interes narodu i państwa". Michalski zarzuca prawom człowieka ideologizację, co jest bardzo wygodnym zarzutem, nie wymagającym dalszego uzasadnienia. Powołuje się przy tym na raport amerykańskiej organizacji, w ten szczególny sposób określając Departament Stanu USA, który - w swym corocznym raporcie na temat przestrzegania praw człowieka w świecie - w odniesieniu do Polski zwraca uwagę na zbyt mały udział kobiet w życiu publicznym, czy też na niedostateczną ochronę dzieci przed karami cielesnymi. Choć skuteczność działania instrumentów praw człowieka pozostawia wiele do życzenia - co wynika nie tyle ze zbyt rygorystycznego stosowania tych praw, ale raczej z braku skutecznych metod ich egzekwowania, a także z niedostatecznej konsekwencji w ich stosowaniu - to trudno jest godzić się na poważne ich naruszanie w innych krajach. Godząc się na to, trzeba by uznać, że ingerencja krajów zachodnich i pomoc dla "Solidarności" w latach 80-tych nie była uprawniona, bo nasze prawa pozostawały przecież w sprzeczności z racją stanu i zasadami polityki innych krajów. A wszakże pamiętamy, jak cieszyły nas wtedy wszelkie dowody zainteresowania naszym losem, bez których znacznie trudniej byłoby nam przetrwać tamte czasy. Choć skuteczność mechanizmów ochrony praw człowieka pozostawia wiele do życzenia i ich obrońcy chcieliby, by były one mocniejsze, to przecież nie można zaprzeczyć, że prawa człowieka jako standardy, drogowskaz postępowania, czy wreszcie prawo międzynarodowe poprawiły w skali globalnej stan przestrzegania praw człowieka i mają poważny wpływ na politykę wielu krajów.
Obecna władza a prawa człowieka
Wszyscy trzej publicyści krytykują prawa człowieka z perspektywy obecnego establishmentu politycznego. Jest to stosunkowo nowa jakość w polskiej debacie na temat praw człowieka. Do tej pory słychać było u nas przede wszystkim głosy przedstawicieli grup uciskanych, dla których prawa człowieka stanowią ważny instrument w walce o poprawę swojej sytuacji. Tymczasem publicyści "Życia" wyrażają opinię środowisk sprawujących obecnie władzę, a zatem zobowiązanych do przestrzegania i wdrażania praw człowieka w Polsce. Stąd też ich niepokój przed "roszczeniami" rozmaitych grup, zwłaszcza gdy są to grupy, których nie popierają, na przykład mniejszości narodowe, czy też środowiska kobiece. Stąd to oburzenie, że inni ośmielają się krytykować to, co się dzieje w Polsce. Można domniemywać, że do obecnego ataku "Życia" na prawa człowieka przyczyniła się dokonana przez Komitet Praw Człowieka ONZ oraz Departament Stanu USA krytyka sytuacji w zakresie przestrzegania praw człowieka w Polsce, a w szczególności zwrócenie uwagi na nierówną pozycję kobiet.
Obecna władza, przy pełnej aprobacie "Życia", najwyraźniej nie zamierza się stosować do zaleceń Komitetu Praw Człowieka, o czym świadczy m.in. fakt, że chociaż upłynęło już wiele miesięcy od otrzymania zaleceń z ONZ, nie podjęła ona jeszcze żadnych kroków w tym kierunku. Nic więc dziwnego, że władza ta obawia się konsekwentnego rozwoju praw człowieka, ponieważ skutkuje to kolejnymi zobowiązaniami rządu, których często on nie akceptuje, choć nie może ich odrzucić. Naraziłoby to bowiem Polskę na powszechną krytykę i ewentualne sankcje. Dlatego też przyjęto taktykę odmienną - podważania praw człowieka jako sprzecznych z polską racją stanu, nierealistycznych, czy też dokonywania rozróżnienia na prawa ważniejsze i mniej ważne. Środowiskom skupionym wokół "Życia" trudno zaakceptować fakt, że prawa człowieka bronią wszystkich, a więc również tych, których nie darzą oni sympatią. Świadczy to o hipokryzji i stosowaniu odmiennych standardów wobec SIEBIE i wobec INNYCH. Jakoś nie słychać było głosów krytyki praw człowieka ze strony obecnych publicystów "Życia" w czasach Solidarności, bo wtedy to ONI byli uciskani i obrona ich praw słusznie IM się należała. Obecnie, gdy uprzedni uciskani stali się władzą, wraz ze zmianą perspektywy pojawiły się wątpliwości, jako że prawa człowieka bronią też tych grup, na obronie których rządowi nie zależy.
Można żywić nadzieję, że bezprecedensowy atak "Życia" na prawa człowieka nie zapowiada zasadniczej zmiany polityki obecnego rządu. Prawa człowieka były jeszcze do niedawna uznawane za niezwykle istotny fundament polityki krajowej i zagranicznej, z przestrzegania których rząd był tak dumny.
|