Nr. 2 (19) - wiosna 2001

Logo FEDERA


W numerze:

Komentarz bieżący
Polska w oczach świata

Zakaz prawie całkowity

Realizacja ustawy antyaborcyjnej
- krytyka z lewa i z prawa


Czy biednych stać na AIDS?

Wiele zależy od mężczyzn?

Seksualność i moralność
Dlaczego seks?


Przełamując tabu:
o jakości zabiegów
przerywania ciąży


8 marca 2001
Nie daj sobie
zamknąć ust byle czym


O antykoncepcji doraźnej
raz jeszcze


Ze świata

Listy

e-mail:
federkob@waw.pdi.net

Zakaz prawie całkowity

Wanda Nowicka

     Pani Maria zgłosiła się do Federacji 6 lutego br. Była w 7-tygodniowej ciąży i miała skierowanie od lekarza ginekologa na zabieg przerwania ciąży ze względów zdrowotnych. Pani Maria jest nosicielką wirusa HIV. Na skierowaniu lekarz kierujący napisał, że kontynuacja ciąży stanowi zagrożenie dla pacjentki. Wręczając jej skierowanie, stwierdził, że na podstawie tego dokumentu zrobią jej zabieg w każdym szpitalu. Pani Maria, spodziewając się trudności (mimo zapewnień lekarza), zwróciła się do Federacji z prośbą o pomoc w znalezieniu szpitala, w którym mogłaby przerwać ciążę.
   Federacja wysłała listy do 12 szpitali warszawskich i podwarszawskich prowadzących oddziały ginekologiczno-położnicze.
   Już następnego dnia przyszedł faks ze szpitala kierowanego przez konsultanta regionalnego w dziedzinie położnictwa i ginekologii, sygnowany jego nazwiskiem, w którym stwierdzone jest, że podana sytuacja kliniczna nie upoważnia do przerwania ciąży. W liście konsultant uspokajał, że na całym świecie, a także w Polsce szereg pacjentek w tej sytuacji rodzi dzieci. Następnego dnia przyszedł kolejny faks od tego samego konsultanta regionalnego, z załączonym stanowiskiem eksperta ds. HIV/AIDS w kwestii usunięcia ciąży u kobiety zakażonej HIV, które choć nie przesądza, że w każdym przypadku są medyczne wskazania do przerwania ciąży, to jednak potwierdza, że w przypadku zaawansowanej postaci zakażenia HIV/AIDS ciąża może pogorszyć stan zdrowia chorej i przyspieszyć rozwój AIDS. Nota bene, w stanowisku tym nie uwzględnia się całokształtu zdrowia kobiety seropozytywnej, w tym jej zdrowia psychicznego, np. tego, co oznacza dla kobiety żyjącej ze świadomością śmiertelnej choroby urodzenie zakażonego dziecka (powyżej 20 procent ryzyka), czy też wychowywanie dziecka, które niebawem może zostać sierotą.
   Szczęśliwym zbiegiem okoliczności skierowanie na zabieg wypisał ten sam lekarz, który przygotował powyższe stanowisko. Wobec tego Federacja jeszcze raz zwróciła się do tego szpitala o przeprowadzenie zabiegu, wyjaśniając, kto wystawił skierowanie. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast, podpisana już przez inny autorytet medyczny z tego szpitala. Odmowę tłumaczono brakiem oddziału septycznego, a zatem niemożnością przyjęcia pacjentki kwalifikującej się na taki oddział.
   Tymczasem przychodziły kolejne odpowiedzi. Dyrektor jednego szpitala odpisał, że wykonanie zabiegu przerwania ciąży nie jest możliwe, ponieważ klinika nie wykonuje zabiegów tego typu. Sprawdziliśmy w Kasie Chorych - szpital ma zakontraktowane podobne świadczenia zdrowotne. Inny szpital odmówił z powodu braku miejsc na Oddziale Ginekologii Zabiegowo Septycznej. Dyrektor kolejnego szpitala jednoznacznie nie odmówił, ale zażądał dodatkowych zaświadczeń od innych specjalistów i nie chciał przyjąć do wiadomości, że są to wymagania sprzeczne z ustawą. Przyznał się, że boi się kłopotów. Ponadto stwierdził, że w razie czego to on sam będzie musiał przeprowadzić zabieg, bo teraz żadnemu lekarzowi nie można niczego nakazać. Kolejny dyrektor w rozmowie telefonicznej również praktycznie odmówił i stwierdził, że boi się jakichś nacisków, których już nieraz doświadczał. Obaj dyrektorzy próbowali skierować nas do innych placówek, tłumacząc, że to inni powinni się tym zająć.

   W blisko dwa tygodnie po wysłaniu listu, odezwał się konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii w imieniu swojego szpitala. W kuriozalnym i niezrozumiałym liście odsyła nas do konsultanta regionalnego, w którego gestii jest rozwiązywanie problemów w zakresie położnictwa i ginekologii w województwie mazowieckim. Nie wyjaśnił, co jest w gestii konsultanta krajowego.
   Pięć szpitali, a więc blisko połowa, w ogóle zignorowały list Federacji. Ostatecznie udało się znaleźć szpital, który, choć nie bez oporów, dokonał zabiegu przerwania ciąży.
   Przypadek pani Marii pokazuje dobitnie, że legalna aborcja jest praktycznie w Polsce nieosiągalna. Nie jest to bowiem jedyny przypadek, choć najbardziej jaskrawy, odmowy przerwania ciąży kobiecie bez wątpienia uprawnionej do tego. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia twierdzi w liście do Federacji, że takich przypadków nie ma, bo nikt nie skarży się do Ministerstwa. Warto wspomnieć, że Federacja zwróciła się w zeszłym roku do Ministra Zdrowia o odwołanie krajowego konsultanta ds. poł./gin. w związku z tym, że w prasie publicznie przyznał się do łamania prawa w szpitalu przez niego prowadzonym, gdzie nie wykonuje się zabiegów zgodnych z ustawą - tj. dla ratowania zdrowia kobiety oraz wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu. Odpowiedź w tej sprawie, oczywiście odmowną, udało się wydobyć z Ministerstwa po kilku miesiącach, i to dopiero po wielokrotnych monitach. Czyż więc trudno się dziwić, że nikomu nie przyjdzie do głowy skarżyć się do Ministerstwa?
   W praktyce nie ma takiej sytuacji zdrowotnej, która uprawnia do przerwania ciąży. Kobietom odmawia się nagminnie, nic dziwnego, że w zeszłym roku wykonano tylko 94 zabiegi ze względów zdrowotnych - ponad dwukrotnie mniej niż w roku poprzednim i ponad 4-krotnie mniej niż w 1997r. Te dane nie świadczą bynajmniej o poprawie stanu zdrowia kobiet, lecz o występowaniu wspomnianych barier.
   Brak jasnego określenia przypadków stanowiących wskazanie medyczne do aborcji pogłębia istniejące trudności. Ministerstwo Zdrowia, w odpowiedzi na interpelację poselską w tej sprawie, odpowiada, że wypracowanie określonych standardów jest bardzo trudne ze względu na kontrowersyjność problemu aborcji. Wyjaśnia, że każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Oznacza to, że aborcja ze względów medycznych jest w zupełności sprawą uznaniową.
   Kobiety są całkowicie zdane na lekarzy. Najczęściej nie mogą uzyskać skierowania na zabieg. Zawsze się znajdzie ktoś, kto będzie przekonywał, że ryzyko utraty zdrowia jest niewielkie. Nawet ci, którzy twierdzą, że kobieta nie powinna rodzić, odmawiają wystawienia skierowania na piśmie. Jeśli jakiś lekarz odważy się wypisać stosowne zaświadczenie, inni najczęściej je kwestionują. W sprawie tej panuje powszechna hipokryzja. Lekarze udają, że problem nie istnieje. Nieraz zdarza się jednak, że kobiety, które rodzą dziecko wbrew wskazaniom medycznym, właśnie od lekarzy wysłuchują uwag w rodzaju: "kto pani pozwolił urodzić dziecko w tej sytuacji".
   A zatem większość kobiet ze wskazaniami medycznymi do aborcji musi rodzić. Jedna z nich w wyniku ciąży i porodu traci właśnie wzrok. Inna po trzech cesarskich cięciach rodzi 11-ste dziecko. Kolejna rodzi drugie z dokładnie taką samą chorobą genetyczną, jak pierwsze, ponieważ lekarze odmówili jej skierowania na badania prenatalne. Sytuacja jest tym trudniejsza, że nie wiadomo, do kogo kobiety mogą się skarżyć. Ministerstwo umywa ręce. Teoretycznie Kasy Chorych mogą refundować zabieg wykonany w innej placówce, jeżeli kobieta taką znajdzie i jednocześnie udokumentuje, że odmówiono jej świadczenia w placówkach, które podpisały kontrakt z Kasą. Nie wiem, czy jakaś kobieta jest w stanie spełnić takie wymagania.
   Kobiety są zupełnie same i całkowicie bezradne, a prawa, które im przysługują, nagminnie się łamie. Ich zdrowie fizyczne i psychiczne, jakość życia ich rodzin pozostaje poza sferą zainteresowania instytucji rządowych. Żadne wyrzuty sumienia nie mącą spokoju lekarzy i dyrektorów szpitali.
   Dla lepiej sytuowanych kobiet pozostaje podziemie aborcyjne.

Imię kobiety, której dotyczy opisana historia, z przyczyn oczywistych zostało zmienione.


Cofnij

Cofnij
zamknij okno
Następny artykuł

Następny artykuł