|
|
8 marca 2001
Nie daj sobie zamknąć ust byle czym
Barbara Godlewska
8 marca 2001 w Warszawie odbyła się manifestacja, zorganizowana przez Porozumienie Kobiet 8 marca. Przeprowadzono ją pod znaczącym hasłem "Nie Daj Sobie Zamknąć Ust Byle Czym". Nawiązuje ono do rozpoczętej na początku marca kampanii na rzecz zwiększenia udziału kobiet w życiu politycznym - w całej Polsce pojawiły się plakaty autorstwa Moniki Zielińskiej, przedstawiające kobietę plującą goździkami z napisem "To mi się przejadło. Popieram wybór kobiet".
Przy pomniku Kopernika zebrało się kilkaset osób, które swoim uczestnictwem chciały wyrazić protest przeciwko dyskryminacji kobiet w życiu prywatnym i publicznym. Po krótkim wiecowaniu i mowach inaugurujących, barwny pochód kobiet i mężczyzn ruszył. Zatrzymał się przy pomniku Stefana Wyszyńskiego. Tam właśnie kilkanaście kobiet "tubylczych" w rytmie samby rozpoczęło składanie hołdu za "objęcie opieką ich instynktów seksualnych". Po chwili większość manifestantów dołączyła się do szaleńczego tańca. Kardynał został obdarowany girlandą w podzięce za niewątpliwe "zasługi".
W czasie przemarszu wznoszono okrzyki: "Kobiety, decydujmy!", "Dość admiracji - chcemy reprezentacji!" "Nic o nas bez nas!" "Moje ciało - moja sprawa!"
Demonstracja dotarła tradycyjnie pod kolumnę Zygmunta, gdzie odbył się happening. Przedstawiane były skecze, oparte na rzeczywistych sytuacjach i wypowiedziach osób publicznych. Na początku "Przychodzi pielęgniarka do ministra&" - skecz, który w rzeczywistości oglądamy od dwóch lat, z różnym nasileniem, w telewizji. Minister wręcza pieniądze prężnemu konsultantowi, asowi przestworzy i ważnemu dyrektorowi, a pielęgniarkę zbywa potokiem nic nie znaczących, bełkotliwych zdań, których nie jest w stanie wyjaśnić nawet zaproszony tam specjalnie tłumacz.
Następnie swoje możliwości zaprezentował "Promotor kobiet, czyli Jerzy Kropiwnicki". W wywiadzie z "amerykańską dziennikarką" głosił tezy zbliżone do haseł islamskich fundamentalistów.
Na koniec - happening "parlamentarny". Widzimy czterech panów: socjobiologa, księdza, polityka lewicy i prawicy, okładających się parasolkami. W pewnym momencie zaczynają się poruszać rewiowo i obłudnie się uśmiechać - godzą ich sączące się z głośników "złote myśli", oparte na autentycznych wypowiedziach: "młodej kobiecie wystarczą wpatrzone w nią oczy dziecka", "kobiece DNA ma strukturę różańca" i inne rewelacje, którymi raczą nas politycy wszystkich opcji, księża i - często - naukowcy. Obserwujące to kobiety, skrępowane łańcuchem DNA i jaskraworóżowym różańcem, ostatecznie zerwały więzy, nałożyły je na swoich oprawców i rozpoczęły dziką, szaleńczą sambę, wciągając manifestantów do tańca wolności.
Kolejna manifa dobiegła końca. Być może dzięki niej dalsze osoby zrozumiały, że wiele jeszcze trzeba w Polsce zrobić, żeby móc swobodnie oddychać i myśleć&
|