|
|
W 60. rocznicę śmierci Tadeusza Boya-Żeleńskiego
Na początku lipca minęła 60-ta rocznica śmierci Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Jego "Piekło Kobiet" nie tak dawno jeszcze wydawać się mogło świadectwem czasów, które minęły na zawsze. Fakt, że dziś - ponad siedemdziesiąt lat po jego napisaniu - tekst ten znów stał się aktualny, skłania do refleksji. Jak to się stało, że po niemal czterdziestu latach obowiązywania prawa, które pozwoliło kobietom uniknąć niebezpieczeństw związanych z nielegalną aborcją, społeczeństwo tak biernie zaakceptowało powrót do sytuacji prawnej czyniącej Polskę skansenem Europy. Czy jest to przejawem zwycięstwa hipokryzji nad zdrowym rozsądkiem - przecież zakaz przerywania ciąży nigdy i nigdzie nie rozwiązał problemu? Czy też może świadczy o tyranii nowego, demagogicznego języka? Zgodnie z nim, żeby stać się "mordercą", nie trzeba wcale nikogo zabić - wystarczy wypowiedzieć się przeciwko zakazowi aborcji. Paradoksalnie, ktoś, kto opowiada się za karą śmierci, nie zostaje w nim napiętnowany epitetem "przeciwnika życia" - paradoksalnie, ale tylko na pozór, bo "życie" w tej frazeologii nie oznacza tego, co się na ogół przez nie rozumie, lecz odnosi się jedynie do okresu: poczęcie-narodziny. Tak więc ktoś, kto ratuje ludzkie życie - np. lekarz niosący pomoc dzieciom - nie tylko nie zasłuży sobie przez to na miano "obrońcy życia", ale jeśli otwarcie opowie się za prawem kobiety do decydowania o swoim macierzyństwie, zostanie uznany za "przeciwnika życia". W tej sytuacji trudno się ludziom dziwić, że milczą. Nie każdy chce znosić obelgi lub narażać się na inne szykany. Tym większy szacunek należy się Boyowi, bo - jak napisała Irena Krzywicka - "pozwolić się ośmieszyć i trwać dalej przy swoim to dowód niemałej cywilnej odwagi".
Boyowi udało się osiągnąć zakładany cel - doprowadzić do dyskusji na tematy, które stanowiły społeczne tabu. To smutne, że po tylu latach znów stajemy przed tym samym zadaniem. W tym czasie zmieniła się sytuacja na świecie - do problemu aborcji podchodzi się coraz częściej z perspektywy prawa kobiety do decydowania. Argumenty o charakterze społecznym, na które Boy kładł taki nacisk, zostały już uznane. Zarzucono pomysły komisyjnego zezwalania kobietom na indywidualne przerwanie ciąży. Przeciwko takim rozwiązaniom wypowiadał się już dawno Boy. Na pewno częściej powinno się w Polsce powracać do jego dorobku. Szkoda, że jego książek nie można znaleźć w księgarniach. Zamieszczamy poniżej fragmenty jego felietonów oraz wspomnień Ireny Krzywickiej - po to, żeby przypomnieć, jak i w jakich okolicznościach pisał.
Aleksandra Solik
Wspomnienie Ireny Krzywickiej:
"Dziś, kiedy najwięksi uczeni chylą się nad problemem zapobiegania ciąży, myślę z bólem o Boyu, który za swoje światłe i humanitarne słowa, za swoje prekursorskie myśli zbierał w kraju tylko obelgi i pogróżki, a poza krajem nikt o nich nie wiedział i nie dowie się w końcu nigdy. (...)
Pisząc na te tematy, natknął się Boy, oczywiście, na zupełne niezrozumienie wagi problemów obyczajowych ze strony Kościoła, na jego uporczywą zachowawczość, która stawała się źródłem wielu życiowych katastrof. Bardzo zawsze ostrożny, jeżeli chodziło o czyjekolwiek uczucia religijne, nie atakując nigdy podstaw wiary, demaskował jednak "błędy i wypaczenia" ówczesnego Kościoła, który był, niestety, nierzadko filarem polskiego ciemnogrodu. No i za to też odbierał nieustające cięgi."
"Wyznania gorszycielki", Czytelnik, Warszawa 1992
Tadeusz Boy Żeleński:
"Największą zbrodnią prawa karnego nazwał jeden z niemieckich uczonych paragraf, obowiązujący we wszystkich prawie ustawodawstwach, a nakładający ciężkie kary za przerwanie ciąży. (...) większość kryminologów stwierdza, że prawo to nie ma żadnego wpływu, że liczba sztucznych poronień wzrasta. Życie zawsze było w tej mierze silniejsze od ustaw i od sankcji karnych; tym bardziej okazuje się nim życie nowoczesne w tak zmienionych płynące warunkach. Toteż - stwierdzają to znowuż wszyscy - paragraf ów jest martwą literą; okoliczności, w których prawo przychodzi do głosu, są znikomo rzadkie w stosunku do olbrzymiej ilości wypadków spełnionego przestępstwa. Zatem - powiedziałby ktoś - paragraf ten jest obojętny; skoro istnieje na papierze, ale się go nie stosuje, można go uważać za formę niewinnego protestu moralnego przeciw nagannym obyczajom. Niestety tak nie jest; paragraf ten, nie mający siły, aby coś pomóc, posiada olbrzymią moc, aby szkodzić." (...)
"Głosić wzniosłe teorie o Ťprawie płodu do życiať, znów grozić matce więzieniem w imię praw tego płodu, ale równocześnie nie troszczyć się o to, aby nosicielka tego płodu miała co do ust włożyć... I rzecz szczególna, ten sam płód, nad którym trzęsą się ustawodawcy, póki jest w łonie matki, w godzinę po urodzeniu traci wszelkie prawa do opieki prawnej, może zginąć pod mostem z zimna, gdy matka - którą jej Ťświęteť macierzyństwo czyni nieraz wyrzutkiem społeczeństwa - nie ma dachu nad głową." (...)
Piekło kobiet
"Mam przed sobą przejmujący w swojej nagiej prawdzie list biednej pracownicy, mężatki, matki czworga dzieci, które stara się jak najlepiej wychować, ale piątego urodzić już nie czuła się na siłach ani też nie widziała możności wychowania go. Z zaświadczeniem dwóch lekarzy udaje się do kliniki; świadectwo opiewa, że Ťwskazane jest przerwanie ciąży z powodu wady serca, ogólnego wyczerpania i anemiiť. Idzie na klinikę, kliniczni lekarze obserwują ją dwa dni i - oświadczają, że może rodzić... Nie jest do pomyślenia, aby z takim świadectwem - a nawet bez niego - kobieta z klas uprzywilejowanych nie znalazła pomocy lekarskiej dla przerwania ciąży. Gdy się ma tę świadomość, wówczas ta nadsumienność lekarska, w tym wypadku ponad wszelki obowiązek, wydaje się dość wstrętna." (...)
Paragraf a lancet
|