|
|
Nowe wyzwania, nowe możliwości
Z Wandą Nowicką,
dyrektorką Federacji na rzecz Kobiet
i Planowania Rodziny,
rozmawia Hanna Szczerkowska
H.S.: W lipcu odbył się w Warszawie Trybunał w sprawie prawa kobiet do aborcji, który odbił się szerokim echem w mediach. Jak doszło do jego zorganizowania?
W.N.: Federacja już od dawna planowała zorganizowanie Trybunału w sprawie aborcji. Jednak do tej pory kobiety w Polsce, które stały się ofiarami ustawy antyaborcyjnej, nie były gotowe do tego, by o swoich przeżyciach publicznie opowiedzieć. A taka właśnie jest formuła trybunałów organizowanych od lat na forum ONZ: kobiety, które doznały różnych form dyskryminacji, publicznie o tym mówią, a symboliczny trybunał, składający się z osób powszechnie szanowanych, komentuje ich doświadczenia z perspektywy praw człowieka. Ostatnio jednak pojawiło się kilka kobiet, które bardzo ucierpiały wskutek restrykcyjnego prawa i zdecydowały się na publiczne przedstawienie swoich historii. Gdyby nie one, Trybunału by nie było.
H.S.: A co po Trybunale?
W.N.: Mamy nadzieję, że zwrócenie uwagi na problem aborcji podczas kampanii wyborczej przyczyni się do tego, żeby zmiana ustawy antyaborcyjnej stała się jedną z pierwszych spraw, którymi zajmie się nowy Parlament. Aby do tego doszło, kobiety muszą częściej i śmielej opowiadać o swoich dramatach związanych z niechcianą ciążą, czy też z wymuszonym macierzyństwem, do którego czasem dochodzi nawet w sytuacji, gdy kobieta ma prawo do legalnego przerwania ciąży.
H.S.: Co zamierza Federacja po wyborach?
W.N.: Nasze priorytety pozostają niezmienne. Można je określić w skrócie jako: prawo do aborcji, antykoncepcja, edukacja seksualna. Liczymy jednak na to, że po wyborach otworzą się nowe możliwości zmiany ustawy. Federacja jest dobrze przygotowana do debaty sejmowej. Wydany został raport na temat skutków ustawy. Wyszła nasza najnowsza publikacja Piekło kobiet - historie współczesne. Wszyscy posłowie otrzymają nasze materiały. Ponadto będziemy dążyć do tego, by powróciła do szkół nowoczesna edukacja seksualna. Z doświadczeń prowadzonego przez nas telefonu zaufania wynika jasno, że dziewczęta i chłopcy bardzo jej potrzebują i oczekują. Zamierzamy kontynuować nasze poradnictwo w zakresie antykoncepcji, w tym antykoncepcji doraźnej. Ponadto liczymy na to, że uda się wreszcie zalegalizować i upowszechnić sterylizację jako metodę planowania rodziny.
H.S.: Dlaczego akurat sterylizację?
W.N.: Jest to najpopularniejsza metoda antykoncepcji na świecie, w Polsce ciągle niedostępna. A przy tym jest to druga, oprócz prezerwatywy, metoda zapobiegania ciąży dostępna dla mężczyzn. Wielu mężczyzn i wiele kobiet pytało w Federacji o tę metodę.
H.S.: Dlaczego Pani, jako bezpartyjna działaczka organizacji pozarządowej, zdecydowała się kandydować do Sejmu z listy SLD-UP?
W.N.: Zajmuję się problematyką kobiecą od wielu lat, więc z polityką siłą rzeczy mam do czynienia. Wiadomo przecież, że kobiety to sprawa polityczna. Cztery lata temu, korzystając ze wsparcia Unii Pracy, kandydowałam do Senatu i osiągnęłam całkiem przyzwoity wynik - blisko 200 tysięcy głosów, a od trzech lat, dzięki poparciu PPS/SLD, jestem radną sejmiku wojewódzkiego. Angażowanie się w działalność polityczną nauczyło mnie również realizmu. Nie ma w Polsce i chyba nigdzie w świecie takiej partii, która odpowiadałaby jej sympatykom w 100%. Natomiast przyglądając się ugrupowaniom istniejącym i współpracując z niektórymi, widzę, które z nich dają największą szansę na realizację programu kobiecego, w tym tego, co jest dla mnie szczególnie ważne, prawa do legalnej aborcji. I tylko jedno ugrupowanie otwarcie o tym mówi. Z drugiej strony, nie spodziewam się, by kwestia aborcji została potraktowana przez koalicję SLD-UP w sposób priorytetowy - nie mam co do tego żadnych złudzeń. Natomiast jedno mogę obiecać: jeżeli dostanę się do Parlamentu, zrobię wszystko, by tak się stało.
H.S.: Pytanie o SLD to również pytanie o przeszłość. Afiliacja z tą partią w tzn. środowiskach opiniotwórczych wciąż jeszcze odbierana jest jako zdrada określonych zasad.
W.N.: Mam tę świadomość i liczę się z konsekwencjami, tzn. z tym, że część osób, które głosowałyby na mnie, gdybym była, dajmy na to na listach UW bądź PO, nie będzie na mnie głosować ze względu na SLD. Mam na to jedną odpowiedź. Tylko koalicja SLD-UP daje pewną szansę na zmianę ustawy antyaborcyjnej, a w Federacji tak często mam do czynienia z kobietami skrzywdzonymi przez tę ustawę, że jej zmiana stała się dla mnie sprawą zasadniczą.
Bardziej niż przeszłości SLD obawiam się przyszłości tego stronnictwa. Obserwuję, że SLD - jak każda wielka partia zmierzająca do władzy - stara się nie drażnić nikogo, a tym bardziej tak znaczącej siły, jaką jest Kościół. Przyznam, że brak mi pewności, czy koalicja SLD-UP dokona tych zmian, których oczekuje jego elektorat. A przecież potrzebny jest w tej dziedzinie zwrot, odzyskanie obszarów, które przez ostatnie 10 lat zagarnął obóz prawicowo-klerykalny.
Najważniejsze postulaty, do realizacji których chciałabym się przyczynić, to przywrócenie liberalnych przepisów aborcyjnych, wprowadzenie rzetelnej edukacji seksualnej, promocja antykoncepcji, rozdział kościoła od państwa, przywrócenie neutralności światopoglądowej w szkołach publicznych, odcięcie kościoła od państwowych funduszy, wprowadzenie podatku kościelnego, wprowadzenie w odniesieniu do mniejszości seksualnych regulacji prawnych zgodnych ze standardami cywilizowanego świata.
H.S.: 15-te miejsce na liście warszawskiej, które Pani otrzymała, chyba jednak Pani nie usatysfakcjonowało?
W.N.: To prawda. Liczyłam przynajmniej na miejsce w pierwszej 10-ce. Będąc z dala od decyzji dotyczących list kandydatów, mogę się tylko domyślać, że zwyciężyli ci, zresztą głównie mężczyźni, którzy mają silniejszą pozycję we władzach, co nie zawsze się pokrywa się z ich faktycznymi osiągnięciami. Mam jednak nadzieję, że wyborcy i wyborczynie będą głosowali na kandydatów bądź kandydatki, po których można się spodziewać najlepszego reprezentowania ich interesów - bez względu na to, jaką zajmują pozycję na liście.
H.S.: Czy sądzi Pani, że w wyniku nadchodzących wyborów w ławach poselskich zasiądzie więcej niż dotychczas kobiet?
W.N.: Myślę, że są duże szanse, żeby tak się stało. I to nie tylko ze względu na to, że większość partii umieściła na swoich listach około 30% kobiet. Liczę raczej na wyborców, że udzielą kredytu zaufania kandydatkom i będą na nie głosować. Wszystkie badania pokazują, że społeczeństwo życzy sobie większego udziału kobiet w polityce.
H.S.: Dziękuję za rozmowę.
|