
Aplauz dla nierówności
5 marca, tuż przed Dniem Kobiet, Sejm 212 głosami przeciw 177 odrzucił w pierwszym czytaniu zgłoszony przez Parlamentarną Grupę Kobiet projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn. Przeciwko przyjęciu ustawy wystąpili przede wszystkim posłowie AWS, którzy wynik głosowania przyjęli gorącymi brawami, dając tym samym kolejny dowód, jak ważne jest dla nich utrzymanie tradycyjnego podziału ról społecznych. Taki podział sprawia, że kobiety i mężczyźni mają nierówne możliwości w życiu społecznym - tak prywatnym, jak i publicznym. Kobietom, nie tylko tym obciążonym obowiązkami rodzinnymi, domowymi i wychowywaniem dzieci, trudniej znaleźć i utrzymać pracę. Ustawa miałaby zapobiegać dyskryminacji kobiet na rynku pracy, między innymi poprzez wprowadzenie zakazu formułowania ofert w sposób, który faworyzowałby kandydatów jednej płci lub określał płeć poszukiwanego pracownika. Zakazane byłoby również wypytywanie kandydatów przez potencjalnego pracodawcę o stan cywilny, życie prywatne oraz plany rodzinne. Przepisy obowiązującego kodeksu pracy nie chronią przed dyskryminacją na etapie jej poszukiwania. Propozycje zawarte w projekcie spotkały się z głośnym protestem przeciwników ustawy, sprowadzających problem do przypadków, które wydawały im się absurdalne. Na przykład: co zrobić z mężczyzną starającym się o pracę sprzedawcy w sklepie z damską bielizną? Nota bene , odpowiedź na to pytanie nie jest taka oczywista. Jeśli mężczyzna może być ginekologiem, czemu nie miałby sprzedawać damskiej bielizny? Obyczaje się zmieniają. Jeszcze nie tak dawno temu uważano, że kobiety nie są w stanie sprostać trudom zawodu lekarza. Byłoby zatem sprawiedliwiej, gdyby o przyjęciu do pracy lub zwolnieniu z niej zawsze decydowały kwalifikacje, a nie płeć. Ochrona przed dyskryminacją wymaga odpowiednich środków. Dlatego w projekcie ustawy nałożono na pracodawców obowiązek przedstawienia, na żądanie kandydata, który nie otrzymał oferowanej pracy, pisemnej informacji o kwalifikacjach osoby odmiennej płci, która została przyjęta.
Innym problemem uwzględnionym w ustawie była kwestia zwiększenia udziału kobiet w organach różnych szczebli, o których składzie decydują władze publiczne. Ponad 51% obywateli to kobiety. Skład organów władzy jest jednak taki, jakby były one zdecydowaną mniejszością. Żeby te dysproporcje zmniejszyć, w projekcie ustawy zastrzeżono co najmniej 40% miejsc dla każdej płci w organach kolegialnych powoływanych przez władze publiczne. Również ta propozycja wywołała sprzeciw. Poseł Barbara Frączek alarmowała, że zastrzeżenie części miejsc we władzach dla kobiet "uczyniłoby z nich przedmioty i uwłaczało ich godności". Pani poseł przypomniała, że o miejscu we władzach powinny decydować osiągnięcia i kwalifikacje. Praktyka dowodzi jednak, że gdy trzeba obsadzić ważne stanowisko, zawsze poszukuje się mężczyzny (dowodem liczne ogłoszenia prasowe: poszukujemy dyrektora oraz asystentki). Stereotyp władzy jako domeny mężczyzn jest bardzo silnie zakorzeniony i utrudnia kobietom udział w życiu publicznym. Zapis ułatwiający kobietom dostęp do stanowisk pozwoliłby choć częściowo uniknąć stosowanego od wieków w życiu społecznym kryterium płci, które dotąd działa na korzyść mężczyzn.
Opór i wzburzenie wywołały zapisy w projekcie ustawy dostosowujące polskie prawo do ratyfikowanej w 1980 r. Konwencji o eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Zapisy dotyczą weryfikacji podręczników szkolnych pod kątem usunięcia z nich krzywdzących dla kobiet stereotypów płci. "Konsekwencją takiego działania - argumentuje Kazimierz Kapera - będzie zatarcie różnic między rolami społecznymi mężczyzn i kobiet. Państwo nie może zaburzać tych procesów [identyfikacji z własną płcią, przyp. red.] za pomocą manipulacji w podręcznikach szkolnych i obrazie świata prezentowanym w podręcznikach szkolnych". Kapera przyjął za pewnik (którego się nie udowadnia), że tradycyjny podział ról społecznych jest dobrem najwyższym, a utrzymanie go - niezbędnym warunkiem istnienia obu płci. Zmieniająca się rzeczywistość dowodzi jednak, że tak nie jest. Kiedyś ostrzegano przecież, że praca zawodowa kobiet pozbawi je kobiecości. Co prawda nie odmawiano mężczyznom prawa do wykonywania zajęć uważanych za kobiece, jeśli były odpłatnym zawodem, jednak wzorce męskich zachowań były ściśle określone, chociaż zależne od epoki i kultury i oczywiście nie tak ograniczające jak wzorce kobiece.
Kapera nazwał weryfikację podręczników manipulacją. Jedną z funkcji pełnionych przez szkolne książki i programy jest kształtowanie pożądanych postaw społecznych. W tym sensie cały proces wychowania jest swoistą manipulacją, także ten zaproponowany przez Kaperę. Jest oczywiście kwestią wyboru, czy polskie podręczniki, np. te do edukacji seksualnej, będą zawierały treści zgodne z katolicką wizją seksu, rodziny, kobiety i mężczyzny, czy też będą zgodne ze światowymi standardami, opartymi na zasadzie rzeczywistej równości płci, do których Polska, przyjmując liczne dokumenty międzynarodowe, zobowiązała się dążyć.
Kapera obawia się "manipulacji w obrazie świata", ale przecież rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż świat ze stosowanych obecnie podręczników szkolnych; świat, w którym matki nie pracują zawodowo, nie wychowują samotnie dzieci i nie interesują się niczym poza pracami domowymi.
Wcześniej czy później Sejm RP będzie musiał wrócić do kwestii poruszanych w ustawie. Wymagają tego zasady zwykłej sprawiedliwości społecznej, a także nasze zobowiązania międzynarodowe. Szkoda, że parlament nie skorzystał z tej szansy już teraz i nie skierował projektu do komisji.
Za odrzuceniem projektu ustawy opowiedziała się tylko jedna osoba z klubu SLD: posłanka Sylwia Pusz. Przeciwko odrzuceniu projektu głosowały tylko dwie osoby z klubu AWS : Elżbieta Adamska-Wedler i Teresa Liszcz.
