
Kilka uwag o sumieniu
Magdalena Środa
Od pewnego czasu, wszelako coraz częściej, słyszymy o tak zwanej ,"klauzuli sumienia". Powołują się na nią lekarze najczęściej wtedy, gdy chcą odmówić kobiecie należnej jej pomocy lub należnych jej usług. Nie jest mi znany przypadek, który pokazywałby, że ten tajemniczy organ, jakim jest lekarskie sumienie, odezwał się w obliczu błędów popełnionych przez ich kolegów (w takich wypadkach sumienie mówi lekarzom, że najważniejsza jest zawodowa solidarność); nie słyszałam również, by "głos sumienia" tego środowiska starał się uporać z problemem łapówkarstwa.
Ponieważ jednak sumienie robi coraz większą karierę, warto może coś wiedzieć o teorii tego organu, zwłaszcza, że anatomia o nim milczy. Dojrzała koncepcja sumienia pojawia się u św. Tomasza. Twierdzi on, że sumienie nie jest ani władzą, ani cnotą, tylko aktem. I to dwojakiego rodzaju. Sumienie tak zwane habitualne, stanowi ogólną intuicyjną orientację związaną z dążeniem do dobra lub unikaniem zła. Sumienie tak zwane aktualne, jest pewnym rodzajem aktywności, dzięki któremu możemy tę ogólną wiedzę wykorzystać w konkretnych warunkach. "Sumienie - jak twierdzą teologowie - jest głosem Boga, który prowadzi duszę do lepszego życia moralnego i uwalnia ją od słabości". Wszelako sumienie wcale nie jest takim prostym drogowskazem. Trzeba bowiem wiedzieć, że z powodu grzechu pierworodnego sumienie naznaczone jest "niewiedzą niepokonalną", toteż może być sprawne nie dzięki własnym inicjatywom, lecz dzięki posłuszeństwo moralnym autorytetom. Jan Paweł II w encyklice "Veritatis Splendor" mówi wręcz, że jest rzeczą niebezpieczną i grzeszną traktować sumienie jako coś autonomicznego (sumienie musi być przede wszystkim posłuszne Kościołowi, bo jemu dana jest Prawda). Lekarze nie muszą się więc uciekać do klauzuli sumienia, lecz powołać się po prostu na zakaz Kościoła.
Sumienie, niezależnie od swojej "wrodzonej" niepokalanej niewiedzy - błądzi. I to na wiele sposobów. Po pierwsze, może być zwodzone przez uczucia, namiętności, fałszywą lojalność, strach itp. Każdemu to się przytrafia. Po drugie - jak mówią teologowie - sumienie może być "za szerokie" czyli takie, które działania niegodziwe ocenia jako godziwe, a występki ciężkie uznaje za nic nie znaczące. Sumienie może być również "zawikłane". Jest to sumienie, które nie może podjąć żadnej decyzji, ponieważ widzi wyłącznie złe drogi wyjścia z sytuacji (każda decyzja jest grzechem). Inną dolegliwością sumienia może być "skrupulanctwo". Sumienie skrupulanckie jest również sparaliżowane w działaniu, a to przez ciągłe wątpliwości i ustawiczną trwogę przed grzechem. Skrupulant charakteryzuje się ponadto nadmierną sumiennością, skupia się na drobiazgach, a zaniedbuje sprawy naprawdę ważne, na przykład miłość bliźniego.
Tyle teologowie o sumieniu. Nie jest to oczywiście cała nauka (rodzajów sumień i kłopotów z nimi związanych jest co najmniej tyle ile gryp, które co roku spadają na Europę).
Lekarz powołując się na sumienie powinien wiedzieć, w jakiej kłopotliwej sytuacji się stawia. Może więc lepiej, żeby się nie stawiał.
"Klauzula sumienia" jest w ogóle czymś podejrzanym, zwłaszcza gdy dostrzeżemy jej nieprzypadkowo selektywne i tendencyjne działanie. Idąc do szpitala, przychodni, poradni, która funkcjonuje za pieniądze podatnika, chciałabym mieć pewność, że lekarze tam pracujący są kompetentni oraz, że ich zachowania i ewentualne konflikty reguluje kodeks etyki, który nie zawiera "czarnych dziur" w rodzaju "sumienia". Chciałabym wiedzieć (a nie zdawać się na lekarskie sumienie), czy lekarz powie mi prawdę o moim stanie zdrowia, czy raczej zatai ją oszczędzając mi bólu, chciałabym również być pewna, że otrzymam tam rady i usługi zgodne z najlepszą wiedzą, a nie z najlepszą moralnością.
Cenię sobie sumienia prywatnych ludzi; pragnęłabym, aby wszyscy mieli wrażliwe sumienia, wszelako są role społeczne, wobec których jednym z najważniejszych oczekiwań jest przestrzeganie przejrzystych reguł działania. Gwoli uczynienia zadość tej przejrzystości nie miałabym nic przeciwko temu, by "klauzula sumienia" zawisła - jako znak - na drzwiach prywatnych klinik i poradni.
