Sam na sam z Borewiczem

      Któregoś ranka, przykuta do łóżka przez anginę, postanowiłam obejrzeć odcinek starego i zasłużonego już serialu "07, zgłoś się". Pomyślałam wówczas, że jak na tamte czasy, film jest całkiem sprawnie zrealizowany. Nawet przemądrzałe i jak zwykle bardzo trafne uwagi porucznika Borewicza nie były w stanie popsuć mi przyjemności jego oglądania. Ale do czasu, gdyż w pewnej chwili pojawiła się scena, na którą wcześniej, powiedzmy 15 lat temu, nie zwróciłabym większej uwagi, ale teraz, po dwóch latach studiów nad feminizmem, spojrzałam na nią innym - może feministycznym, a może po prostu przytomnym wzrokiem.
      Milicjant przesłuchuje podejrzaną o coś kobietę. Ponieważ jest atrakcyjna i najwidoczniej podoba się naszemu nieustraszonemu Borewiczowi, ten pyta ją o stan cywilny. Gdy się dowiaduje, że jest panną, ogromnie się dziwi i pyta powątpiewająco, zaglądając jej w oczy: "Taka ładna dziewczyna i nie ma chłopaka? Żadnych kontaktów z mężczyznami?"
      Gdy podejrzana inteligentnie ripostuje, komentując nieokreślony stan cywilny porucznika, ten natychmiast "przywołuje ją do porządku" wykorzystując uzależnienie przesłuchiwanej dziewczyny od niego, a raczej od jego władzy.

      Wyżej opisywana scenka jest bardzo typowa i - może nie w komisariacie, ale w miejscu pracy - z pewnością zdarza się różnym kobietom nieświadomym tego, że stają się ofiarami zachowań określanych mianem molestowania seksualnego. Choć to zjawisko nie jest nowe, wydaje się, że w skutek braku publicznej dyskusji na jego temat, nie zyskało jeszcze w naszym kraju statusu problemu społecznego. Jednak nasze demokratyczne państwo wcześniej czy później będzie się musiało z nim uporać.

      Dlatego też w maju zorganizowałyśmy panel o długim i dającym dużo do myślenia tytule "Molestowanie seksualne - akt przemocy, czy tylko biurowy komplement?".
      Do dyskusji zaprosiłyśmy: znaną i cenioną pisarkę Krystynę Koftę, muzyka rockowego Zbigniewa Hołdysa, profesor prawa karnego Eleonorę Zielińską, doradcę z amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości Stefana Baczyńskiego i radcę prawnego Ambasady Szwedzkiej Staffana Bjorcka.

      W pierwszej części rozmowy nasi goście skupili się przede wszystkim na próbie zdefiniowania zjawiska. Krystyna Kofta opowiedziała o własnych przykrych doświadczeniach, które w czasach kiedy się zdarzyły nie miały w Polsce swojej nazwy i były określane w sposób bardzo ogólny jako sprawy damsko-męskie.
      Zwróciła ona także uwagę na istnienie bardzo szkodliwych stereotypów, przekazujących z pokolenia na pokolenie mit o kobiecie, która swoim makijażem, bądź sposobem ubierania się sama prowokuje pewne męskie zachowania.
      Bardzo kontrowersyjna okazała się wypowiedź Zbyszka Hołdysa. Powiedział on, że mężczyźni często nie zdają sobie sprawy, że ich zachowanie jest molestowaniem seksualnym. Mało tego - to właśnie oni, mężczyźni, są odwiecznymi ofiarami swego biologizmu, który wręcz zmusza ich do prawienia kobiecie komplementów.
      Jak więc kobieta, która została poniżona "niewinnym słówkiem" lub "niewiele znaczącym gestem", może dochodzić swych praw? I czy w ogóle jest to możliwe?

Według profesor Zielińskiej, mimo istnienia pewnych rozwiązań prawnych (w prawie cywilnym jest to artykuł 11 o naruszeniu dóbr osobistych, w prawie karnym - artykuł o wykorzystywaniu stosunków zależności w celu obcowania płciowego), w Polsce rzecz jest niezwykle trudna do przeprowadzenia, ponieważ nie istnieje żaden urząd ułatwiający kobietom wszczęcie postępowania w sprawie molestowania seksualnego.
      Brakuje informacji na temat możliwości skorzystania z tych zapisów prawnych.
   Zupełnie inaczej rzecz się ma w takich krajach, jak USA czy Szwecja. Dzięki wypowiedziom panów Baczyńskiego i Bjorcka, osoby uczestniczące w spotkaniu dowiedziały się, że w obu krajach istnieją ściśle określone procedury pozwalające uniknąć zachowań seksualnych w pracy.
      Dopracowano się definicji molestowania seksualnego - określającej je jako niepożądane zachowania seksualne naruszające godność pracownika.
      Kobieta, która czuje się pokrzywdzona, może się zwrócić do rzecznika równych szans - jest to urząd publiczny nie podlegający strukturom rządowym.

      I jeszcze jedno - być może najważniejsze, zwłaszcza w naszej polskiej rzeczywistości: obaj rozmówcy podkreślali, jak ważne jest, by osoba molestowana potrafiła powiedzieć STOP wtedy, gdy czuje, że ktoś narusza jej godność osobistą.
      Każdy fizyczny kontakt, choćby najbardziej niewinny, np. muśnięcie dłoni, niby przypadkowe otarcie się, nie mówiąc już o chamskim klepnięciu po pupie, jeżeli nie jest akceptowany przez oboje uczestników zdarzenia, jest ewidentnym naruszeniem osobistej i bardzo intymnej przestrzeni, którą stanowi nasze ciało. Dotyczy to oczywiście zarówno ciał kobiecych, jak i męskich - bez dyskryminacji.
      Kobieta nie powinna biernie oczekiwać, że sprawa "przyschnie", że mężczyzna da jej w końcu spokój.
      Kobieta musi umieć powiedzieć: "stop, nie chcę tego"; a mężczyzna powinien mieć możliwość wyciągnięcia wniosków, zanim sprawa zostanie skierowana do odpowiedniego urzędu - który, mam nadzieję, zostanie kiedyś stworzony także w Polsce. Bardzo bym tego życzyła sobie i innym kobietom.

Ewa Kondratowicz         

Na początek


zamknij okno