Biuletyn 1 (14) - zima 1999/2000


Błogosławiona nieświadomość

      Spoglądając na historię ludzkiej seksualności łatwo zauważyć, że seksualny rygoryzm zaczyna się dopiero w okolicach XVII wieku. Wtedy właśnie zaczęto nauczać, że dziecko powinno spać tak, by ten, "kto podejdzie do posłania, nie mógł dopatrzyć się formy jego ciała". Wiek XVIII wymyśla pidżamę: nagość staje się wówczas, bodaj pierwszy raz w historii Europy, okropnie nieprzyzwoita. W wieku XVII nasila się religijne potępienie masturbacji, w której widzi się straszliwy występek i grzech. W dziele wychowawczym "Chrześcijański pedagog" znajdziemy taki fragment: "Jest jednak rodzaj lubieżności, którego nie mogę opuścić, jest to grzech bardzo haniebny i odrażający, którego samo imię budzi moją grozę; jednak muszę o nim wspomnieć... To grzech dobrowolnej polucji, o którym apostoł powiada pisząc do Koryntian: gnuśni [to znaczy ci, którzy dobrowolnie doprowadzają do polucji, bądź chłopcy, bądź dziewczęta, bądź małżonkowie, bądź bezżenni] nie posiądą królestwa niebieskiego". Za potępieniem onanizmu idzie potępienie wszelkiej aktywności seksualnej. Wstrzemięźliwość seksualna, która wcześniej była uważana za cnotę nielicznych, obowiązek duchownych, obecnie staje się koniecznością "medyczną", uzasadnioną "naukowo".

      Bertrand Russell tak pisał o wiktoriańskiej edukacji seksualnej: "W Anglii chłopcy i dziewczęta odseparowani są od siebie tak dalece, że stosunki między nimi możliwe są tylko u nielicznych, wyjątkowo przedsiębiorczych jednostek". Główną normą moralną w sprawach seksu jest zalecenie "błogosławionej nieświadomości". Najczęściej - pisze Russell - jeszcze przed ukończeniem drugiego roku życia dzieciom wpojony zostaje przesąd, który każe im traktować własne organy seksualne jako coś tajemniczego i okropnego, z czym należy się obchodzić w zupełnie specjalny sposób. Tabuizacja ciała postępuje błyskawicznie. "Znam osoby, którym - gdy były jeszcze małymi dziećmi - matki mówiły, że wolałyby, aby dziecko umarło niż żeby miało dotykać własnego ciała".

      Wszystko to wydaje się zamierzchłą historią, ale - oto niespodzianka! - wcale tak nie jest. Jeśli ktoś zajrzy do wydanych ostatnio podręczników *, które dla spokojnego sumienia autorów i politycznych decydentów nazywa się: "przygotowaniem do życia w rodzinie", cofnie się - niczym w godzinie pąsowej róży - o sto lat wcześniej i zobaczy, że "sercem mężczyzny są sprawy świata, a światem kobiety są sprawy jej serca" (s. 65 "Wychowania do życia w rodzinie"), że nie ma nic równie cennego jak tabuizacja seksu i naturalne poczucie wstydu, że "dziewictwo jest darem dziewczyny dla małżeństwa", że co prawda kobieta i mężczyzna "są równi w wymiarze człowieczeństwa", ale kobietę i mężczyznę dzieli tak wielka różnica płci, że musi to rzutować na ich role społeczne, wygląd, zasady wzajemnego odnoszenia się, cele życiowe, normy moralne itp.

      Kobieta oczywiście "może i powinna rozwijać się, kształcić, mieć ambicje i dążenia osobiste... '(autorzy przytaczają przykład dziewczynki, która całe życie tak się doskonaliła, że teraz "będąc żoną i mamą zna kilka rodzajów haftów, umie szydełkować i gra na gitarze", s.28 "Zanim.."). Ba! Kobieta "może nawet decydować o wielu sprawach, jednak nie na zasadzie rywalizacji, ale współpracy i współdziałania z mężem". To mąż "jest bowiem ostatecznie odpowiedzialny za funkcjonowanie domu". To on "bierze na siebie ostateczny ciężar trudniejszych decyzji" To on "stanowi oparcie, główny filar rodziny". To wreszcie "on powinien wiedzieć, jakie są potrzeby żony, jej marzenia, pragnienia, i w miarę możliwości tworzyć warunki do ich zaspokojenia. Mąż jest ochroną dla żony przed światem i przykrymi ludźmi" (s.238-239 "Zanim wybierzesz") Autorzy "Wychowania do życia w rodzinie", znający najskrytsze pragnienia kobiet, dodają ze znawstwem, że "mąż powinien kupować żonie nowe ubrania i to nie tylko w okresie narzeczeństwa".

      Ale gdzie takiego męża złapać? Nie jest to łatwe, bo chłopcy często nie chcą się żenić. Cóż więc robić, "gdy chłopak nie chce się żenić"? Poświęcono temu odrębny rozdział. Przede wszystkim należy chłopaka zrozumieć - radzą autorzy "Zanim wybierzesz" (s.209) Chłopcy później dojrzewają, mają poza tym swoje ambicje, na przykład lubią zajmować się filozofią, a nie domem, Mężczyźni chcą w życiu coś osiągnąć (tu zgodni są autorzy obu podręczników), gdy celem kobiety jest urodzenie dzieci i porządkowanie sprzętów w domu ("tak by do siebie pasowały"). Kobieta chce przede wszystkim, by ją kochano, mężczyznę tymczasem zadowala głównie rola "wojownika, maga, przywódcy" (s.62 "Wychowanie...").

      Co się jednak stanie, gdy to kobieta zajmie rolę przywódcy? Wszyscy to wiedzą, bo wszyscy mogą obserwować deformacje liberalnego społeczeństwa: alkoholizm, rewolucję seksualną, rozpad rodziny, uniseksualność, permisywizm wychowawczy. Kobieta, która rozumie swoje powołanie i pozostanie w domu na przekór nowinkarskim i jakże zgubnym tendencjom społecznym, powinna również wiedzieć, że i tam może się rozwijać: na przykład "czytać, uczyć się jakiegoś języka, kończyć kursy korespondencyjne... Warto też pamiętać, że w czasie pozostawania w domu kobieta może i powinna być zadbana i atrakcyjna. Najczęściej na przeszkodzie temu stoi tyko lenistwo, podtrzymywane przez brak dopingu... Kobieta zajmująca się domem ma przecież ogromnie ważny i odpowiedzialny zawód, ma bezpośredni wpływ na ludzi i będzie widziała potem owoce swojej pracy. Na szczęście coraz więcej kobiet jest tego świadomych i z tego dumnych. Mogą przy tym starać się być także "profesjonalistkami" w tym, co w domu robią. Interesują się, jak prowadzić dom, racjonalnie odżywiać rodzinę, kształcić dzieci.... i jak być atrakcyjną kobietą i żoną dla swojego męża. To, czy jest się "kurą domową" nie zależy od tego co się robi, ale jak się robi" (s. 240, "Zanim wybierzesz..").

      W oczach autorów obu podręczników "naturalna rola kobiety" polega przede wszystkim na znalezieniu sobie męża, któremu najpierw ofiaruje własne dziewictwo, potem zaś urodzi dzieci. Naturalną funkcją kobiety - prócz wspomnianego ustawiania sprzętów w domu i bycia atrakcyjną - jest też chwalenie męża (bo jak nie, to odejdzie do innej kobiety).

      Kim jest zła kobieta? Zła kobieta - po pierwsze - otrzymała edukację seksualną, która jak wiadomo z "Wychowania.." (s.245), jest główną przyczyną wzrostu liczby ciąż; po drugie - uwierzyła amerykańskim producentom środków antykoncepcyjnych i je stosuje, zabijając dzieci błądzące już po jej macicy. Ta zła kobieta jest również kobietą głupią i godną współczucia, nie wie bowiem, że sztuczna antykoncepcja naraża ją na szereg strasznych chorób i komplikacji (perforacja ściany macicy, dziury w jelicie grubym, bezpłodność lub rodzenie tylko dziewczynek - to tylko niektóre z nich). Tymczasem istnieją metody "ekologiczne" - nie dość, że skuteczne, to jeszcze zalecane przez "amerykańskich uczonych" i "szwajcarskich wiarygodnych psychologów" (tych samych, którzy wiedzą o nieobliczalnej szkodliwości antykoncepcji, bo znają ekonomiczną żądzę amerykańskich koncernów farmaceutycznych).

      Mężczyźni też bywają źli, zwłaszcza wtedy, gdy grzeszą postanawiając być homoseksualistami (według autorów książek, "amerykańscy uczeni" już dawno udowodnili, że homoseksualizm jest rodzajem deprawacji, a nie jakiejś konieczności; dowodem na to są "badanie przeprowadzone na bardzo słynnym uniwersytecie amerykańskim"). Najczęściej jednak zło mężczyzn, w przeciwieństwie do kobiet, nie jest zawinione przez nich. Jeśli bowiem nie żenią się z kobietą w ciąży, to albo dlatego, że nie wiedzą, iż jest to "wyrazem miłości osobowej", lub dlatego, że nie są jeszcze dojrzali emocjonalnie. Jeśli się masturbują, to dlatego, że mają robaczyce, stany zapalne lub że są samotni (s.149 i 151 w "Zanim..."). W życiu mężczyzn jest jedna rzecz bardzo tajemnicza: mianowicie nie bardzo wiadomo, dlaczego używają oni prezerwatyw. Te najczęściej "ześlizgują się", "wypuszczają nasienie", uciskają, poza tym przed niczym nie chronią (co oczywiście już dawno udowodnili amerykańscy i brytyjscy uczeni na swoich słynnych uniwersytetach).

      O mądrościach zawartych w tych książkach pisać można w nieskończoność i wiele jeszcze można się z nich dowiedzieć - zwłaszcza o wszelkich możliwościach, konieczności i dobrodziejstwach związanych z założeniem rodziny i szczęśliwym życiu w niej. Autorzy nie znają bowiem rodzin złych ani patologicznych, a źródeł wszelkiej patologii upatrują w liberalnym społeczeństwie wyzwalającym kobietę z jej naturalnego powołania: niczym nie ograniczonej płodności i radości bycia pociągającą dla tego, kto wspiera ją i jej dzieci, a do tego - czy przede wszystkim - realizuje swoje ambicje przywódcy, mistrza, maga i kochanka. Szukałam rozdziału o bocianach. To prawda, że nie znalazłam. Ale na pytanie skąd się biorą dzieci (podobnie jak na pytanie, skąd się biorą autorzy takich podręczników) odpowiedziała już prekursorka kuriozalnych prac o edukacji seksualnej, niejaka Wanda Papisowa, pisząc, że ciekawskim trzeba uprzytomnić, iż te sprawy są "tak trudne jak komputer".

Magdalena Środa                  

(Obszerniejszy artykuł dotyczących tych książek ukazał się 29 stycznia br. w Gazecie Wyborczej)

 

 

* Magdalena i Wiesław Grabowscy, Anna i Marek Niemyscy, Mariola i Piotr Wołochowiczowie "Zanim wybierzesz... Przygotowanie do życia w rodzinie, podstawy wychowania seksualnego", Wydawnictwa Szkolne PWN, Warszawa 1999, wydanie nowe

"Wychowanie do życia w rodzinie. Książka dla młodzieży", oprac. Maria Ryś, Centrum metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej Ministerstwa Edukacji Narodowej, Warszawa 1999)

Obie książki są "dopuszczone do użytku szkolnego przez Ministra Edukacji Narodowej i wpisane do zestawu podręczników do zajęć edukacyjnych "Wychowanie do życia w rodzinie" na poziomie liceum, na podstawie recenzji rzeczoznawców. [POWRÓT]
 

Na początek


zamknij okno