Nr. 4 (21) - zima 2001

Logo FEDERA


W numerze:

Komentarz bieżący

EDUKACJA SEKSUALNA
PO POLSKU:
Co każda dziewczynka
wiedzieć powinna...

Krytyka ideologicznego
używania terminu
"syndrom poaborcyjny"


SEKSUALNOŚĆ
I MORALNOŚĆ:
Viagra i barchany


Antykoncepcja doraźna
- pytania i wątpliwości


ZDROWIE I MEDYCYNA:
Problem
nietrzymania moczu
- tabu w polskim społeczeństwie


Ze świata

Senat kontra Bush

Listy

Z ostatniej chwili

Polecamy!


e-mail:
federkob@waw.pdi.net

EDUKACJA SEKSUALNA PO POLSKU

oprac. Aleksandra Solik

      Nasza organizacja od lat domaga się weryfikacji listy zalecanych przez MEN podręczników do przedmiotu "wychowanie do życia w rodzinie", którym zastąpiono "wiedzę o życiu seksualnym człowieka". Zdecydowanej większości promowanych książek zarzucamy brak obiektywizmu, upowszechnianie nieprawdziwych lub tendencyjnie dobranych informacji oraz powielanie i utrwalanie szkodliwych stereotypów płci.
Liczymy na to, że nowy rząd potraktuje ten problem z powagą, na jaką zasługuje. Młodzież ma bowiem prawo do rzetelnej informacji i nowoczesnej edukacji seksualnej, zgodnej ze światowymi standardami. Władzom MEN dedykujemy przytoczony poniżej tekst, w którym wykorzystano autentyczne fragmenty tekstu z nastę-pujących podręczników:

  • Maria Ryś, Wychowanie do życia w rodzinie. Książka dla młodzieży, CMPP-Ped MEN, Warszawa 1999;
  • Grabowscy M. i W. Niemyscy A. i M., Wołochowicz M. i P., Zanim wybierzesz... Przygotowanie do życia w rodzinie, Wydawnictwo Szkolne PWN, 1998;
  • Praca zbior. pod red. Teresy Król - Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum. RUBIKON 1999.

Co każda dziewczynka wiedzieć powinna...

    Na wstępie zapoznajmy się z tym, co sądzą sami autorzy o swoich podręcznikach: "W naszej książce opisujemy różnice między kobietami i mężczyznami. Mądre przygotowanie do życia w rodzinie pomaga młodzieży zrozumieć i uwzględniać te różnice w swoim życiu. Negowanie tych różnic - np. przez ruchy feministyczne lub totalitarne - prowadzi do czynienia krzywdy, a cierpią na tym właśnie najbardziej kobiety."
No i cóż, chcieliby państwo zapewne poznać te różnice, w które musi uwierzyć kobieta, by - zamiast cierpienia - doświadczać w życiu tylko szczęścia. Otóż powinna ona wiedzieć, że: "ma cechy nieosiągalne dla mężczyzny - jej myślenie opiera się w dużej mierze na wyczuciu i intuicji, a nie na czystej logice. Stąd istnieje nawet żartobliwe pojęcie tzw. logiki kobiecej, w której istotniejsze są niuanse i uwzględnienie kontekstu, a nie precyzja i jednoznaczność (...)". Oczywiście, zaraz nasuwa się pytanie, czy mężczyzna chciałby te cenne i nieosiągalne dla siebie cechy posiadać. Tym bardziej, że - według autorów podręczników - dla mężczyzny: "... typowe jest raczej myślenie abstrakcyjne (mężczyźni są twórcami systemów filozoficznych). Jego świat pojęć zbudowany jest z elementów, które można zazwyczaj wymieniać w obrazie całości. Dzięki temu na ogół łatwiej adaptuje się do działania w zmieniającej się sytuacji. Mężczyzna jest skłonny do myślenia jednotorowego. Kiedy nad czymś pracuje, może Ťwyłączyćť wszystko inne i skoncentrować się na jednej rzeczy, rozwiązując problem aż do skutku. Potrzebuje za to czasu na zastanawianie się."
Kiedy mężczyzna tak pracuje, zastanawia się i "wyłącza" wszystko inne, ktoś musi zajmować się codziennymi sprawami i tą osobą jest, oczywiście, kobieta, bo kobieta "ma też zwykle podzielną uwagę, co bardzo ułatwia wywiązywanie się z zajęć domowych, szczególnie przy małych dzieciach. Potrafi wykonywać wiele rzeczy naraz, ale trudniej jej skupić się na czymś jednym; nie reaguje wtedy na inne sygnały z zewnątrz"...
Kształcona według takiego programu szkolnego nastolatka może nieopatrznie dojść do wniosku, że wyposażona w tego rodzaju talent będzie przynajmniej w domu pełniła rolę decydującą. Nic bardziej mylnego. Z podręczników dowie się, że: "W każdej grupie społecznej znaleźć się powinien przywódca ostatecznie odpowiedzialny za jej funkcjonowanie. Biorąc pod uwagę predyspozycje wynikające z płci wydaje się, że do tej roli w rodzinie predysponowany jest mężczyzna".
Ale w głowach dzisiejszych dziewcząt mogłaby powstać wątpliwość - o co tu chodzi? Dlaczego on? Jakie predyspozycje? Przecież nie każdy chłopak jest urodzonym przywódcą? Żeby uprzedzić takie pytania, autorzy cierpliwie wyjaśniają: "Przypuszczalnie większość mężczyzn jest w stanie wypełnić rolę głowy domu i ponosić związaną z tym odpowiedzialność. Ułatwia to sytuacja, gdy żona sama zajmie pozycję lojalnej współpracowniczki, która stoi u boku męża ze słowami otuchy, zachęty i uznania, gotowa służyć radą i pomocą, zamiast usiłować być Ťdrugą głowąť lub, jak się mówi, Ťszyją, która kręci głową, jak chceť."
Nasi autorzy naukowo uzasadniają taki właśnie podział władzy między żoną i mężem - najważniejsze jest przecież jego "ego", ponieważ "Mężczyzna na ogół silniej niż kobieta odczuwa potrzebę dokonania czegoś. Dlatego nie znosi, gdy dziewczyna czy potem żona wyręcza go we wszystkim, jakby była jego matką (tak więc nawet wtedy, gdy dziewczyna w konflikcie ma rację, to nie powinna wytykać mu tego natychmiast, raczej pozwolić uczyć się na własnych błędach)."
Aż strach powiedzieć głośno, ale czyżby rodzina naprawdę była tylko poletkiem doświadczalnym dla błądzącego mężczyzny??? Powróćmy jednak do tych zbawiennych dla kobiet różnic. O czym jeszcze nie powinny zapominać? Otóż muszą wiedzieć, że "Mężczyzna chce być sprawny fizycznie i umysłowo oraz osiągać sukcesy życiowe zaspokajające jego ambicje (stanowisko, dorobek materialny). Mężczyzna chce być w życiu po prostu Ťkimśť."
A ona - ona nie. Ona "przeżywa swoją wartość estetycznie i oczekuje uznania dla swojej urody, dzięki czemu czuje się akceptowana. Ona chce być tylko kimś dla kogoś." Dlatego, "gdy on wędruje do pracy, ona cały dzień o nim myśli. Sprząta, ustawia kwiaty, uśmiecha się do niego, patrzy jakby jego oczami - spodoba mu się, czy nie. Gdy kupi nowe firanki, z drżeniem serca czeka, czy je zauważy. Kiedyś, gdy bardzo za nim tęskniła, zapytała, czy myślał o niej w pracy. Przytulił i powiedział - prawdę mówiąc - nie! Nie miałem na to czasu. I gdyby nie jego ciepłe oczy, uśmiech, zwątpiłaby, czy jej mąż ją kocha."
No i dotarliśmy do "miłości", która według autorek i autorów podręczników jest jedyną, oczywiście oprócz dzieci, kwestią zaprzątającą kobiety. Wydawałoby się, że miłość to miłość - miłość nie wybiera i może porazić każdego, bez względu na płeć. Wydawałoby się, że szanse w miłości są równe, może trochę zależne od szczęścia i przypadku, ale jednak równe. Wydawałoby się tak nam, ale nie autorce podręcznika. Oto, na co musi się przygotować dziewczyna. "Gdy masz 14-15 lat, twoje Ťdziewczyńskieť serce jest głodne miłości. Poszukujesz tego, który dostrzeże atuty twojej kobiecości: jesteś zgrabna, masz długie jasne włosy - jakie mu się podobają, albo odwrotnie - kręcone i czarne. (...) Nie doczekawszy się wzajemności, cierpisz. Bywa, że nie śpisz po nocach, popłakujesz, książki i zeszyty idą w kąt, sypią się mierne oceny. Co wtedy? (...) ŤAleż to męczy, to boliť - wykrzykujesz! Trzeba jednak wiedzieć, że nie ma miłości bez cierpienia."
Nasuwa się pytanie: czy chłopiec też musi tak cierpieć? No i proszę, otrzymujemy odpowiedź: "Rzadko w tym samym stopniu przeżywasz miłość co dziewczyna. Świat subtelnych uczuć na razie cię specjalnie nie pociąga. (...) Jeżeli to, co mówisz i robisz, dziewczyna akceptuje i odwzajemnia sympatią, wtedy nagle świat wydaje się inny. Już się nią zachwyciłeś, zaczynasz tęsknić i niecierpliwie oczekujesz każdego spotkania. To początek ... Ale czy to jest miłość, czy tylko zakochanie się? Ten stan uczuć można nazwać zauroczeniem."
Nic dziwnego, że i w małżeństwie kobieta jest skazana na emocjonalny głód. "Pragnie, by stale zapewniać ją o swej miłości, inaczej traci poczucie bezpieczeństwa uczuciowego. Podczas codziennego życia małżeńskiego kobieta potrzebuje ciągłego potwierdzania, że jest kochana - czyli poczucia pewności w sferze uczuciowej. Mężczyzna zwykle uważa, że skoro raz o tym powiedział i nie odwołał, to powtarzanie niczego nowego nie wnosi. Na jej wątpliwości odpowiada racjonalnymi argumentami, które ona zna, ale oczekuje od niego gestu akceptacji i czułości."
Tak więc na pewno nie otrzyma tego, o co jej chodzi, ale przecież nie zwalnia to jej w żadnym stopniu z obowiązku zabiegania o jego dobre samopoczucie. On zaś "oczekuje od niej zainteresowania jego pracą, radości z osiągnięć i współczucia w niepowodzeniach. Potrzebuje uznania i dziewczyna (żona) nie powinna się obawiać, że wpadnie w dumę (...). Bo to niedoceniony mężczyzna chwali się, że złowił Ťtaaaaką rybęť... Wiele kłopotów w małżeństwie pochodzi stąd, że mąż nie znajdując tego uznania u żony, próbuje go szukać gdzie indziej. (...)"
No a kiedy odejdzie, to sama sobie będzie winna. I wtedy ona, której "całościowy sposób myślenia i odczuwania można porównać do szyby okiennej zrobionej z jednego kawałka - uderzona w jednym miejscu, rozpadnie się cała." Przejrzałam starannie wszystkie podręczniki, ale nigdzie nie znalazłam wzmianki o tym, że to ona - kobieta - mogłaby odejść znużona jego wiecznym brakiem zrozumienia. Widać autorzy uznali, że i tak nie zrobiłoby to na nim specjalnego wrażenia, ponieważ "Jego sposób myślenia i odczuwania można porównać do szyby okiennej składającej się z wielu elementów - uderzenie powoduje stłuczenie jednej części, ale reszta pozostaje."
Podział ról i wpływów w rodzinie to nie jedyna sprawa, w którą autorzy gorąco się angażują. Inną jest kwestia niewątpliwie ważna - zapobieganie niechcianej ciąży. Tu autorzy nie mają żadnych wątpliwości - sprawa ma według nich głęboki wymiar moralny, a nad moralnością się nie dyskutuje, lecz akceptuje tę jedyną słuszną - stosowanie antykoncepcji jest złem moralnym. Ale o tym napiszemy w następnym numerze biuletynu, jeśli oczywiście wcześniej rząd nie uczyni tego problemu nieaktualnym, skreślając wymienione podręczniki z listy książek zalecanych.


Co roku rocznik demograficzny Głównego Urzędu Statystycznego, obok wielu innych interesujących danych, podaje również informacje dotyczące dzieci urodzonych w pierwszym roku małżeństwa. Z porównania ostatnich roczników wynika, że z roku na rok wzrasta odsetek dzieci urodzonych przed upływem 9 miesięcy od zawarcia związku małżeńskiego. Tak więc w 1999 roku 81,6% dzieci urodzonych w pierwszym roku małżeństwa przyszło na świat wcześniej niż 9 miesięcy po ślubie (ogółem 74 tys.). Odsetek ten wynosił na początku lat 90-tych 75%, przy czym zjawisko to częściej ma miejsce w miastach niż na wsi. Ponadto można zauważyć, że:

  • wzrasta liczba urodzeń pozamałżeńskich;
  • wzrasta liczba urodzeń u matek poniżej 18 roku życia.

Cofnij

Cofnij
zamknij okno
Następny artykuł

Następny artykuł