Nr. 4 (21) - zima 2001

Logo FEDERA


W numerze:

Komentarz bieżący

EDUKACJA SEKSUALNA
PO POLSKU:
Co każda dziewczynka
wiedzieć powinna...


Krytyka ideologicznego
używania terminu
"syndrom poaborcyjny"

SEKSUALNOŚĆ
I MORALNOŚĆ:
Viagra i barchany

Antykoncepcja doraźna
- pytania i wątpliwości


ZDROWIE I MEDYCYNA:
Problem
nietrzymania moczu
- tabu w polskim społeczeństwie


Ze świata

Senat kontra Bush

Listy

Z ostatniej chwili

Polecamy!


e-mail:
federkob@waw.pdi.net

SEKSUALNOŚĆ I MORALNOŚĆ
Viagra i barchany

Magdalena Środa

      W ciągu ostatniego miesiąca zwróciły moją uwagę dwie sprawy: pierwszą są nowe "rewelacyjne" i "rewolucyjne" środki na zniesienie impotencji u mężczyzn (apomorfina i tadalafil), drugą - 50-ta rocznica pigułki antykoncepcyjnej. Najpierw będzie więc o wolności mężczyzn, a potem o wolności kobiet.
"Weź jelito owcy, wymyj i mocz dwa dni w wodzie z solą, zmieniając roztwór co cztery godziny. Potem usuń błonę śluzową, przesyp siarką, ponownie wypłucz. Przemyj w mydlanej wodzie, nadmuchaj i powieś do wysuszenia. Następnie przytnij do odpowiednich rozmiarów, doszyj sznurek lub wstążkę niezbędną do mocowania na biodrach, tak aby się nie zsunęło" - radzi mężczyznom lubiącym bogate życie seksualne XIX-wieczny poradnik pornograficzny. Kondom nie pełnił wówczas funkcji antykoncepcyjnych, ani też nie miał zastosowania w małżeństwie. Miał przede wszystkim przeciwdziałać chorobom wenerycznym, na które, rzecz jasna, byli narażeni ci mężczyźni, których aktywność wykraczała daleko poza sferę żoninej alkowy. Moczenie (ślepego) jelita owcy i przesypywanie go siarką skończyło się niedługo potem (lata trzydzieste XIX wieku), kiedy to opracowano technologię wulkanizacji kauczuku. Potem poszło jak po sznurku: lepiej, łatwiej, taniej, skuteczniej. Prezerwatywa, tak dawniej, jak i dziś, ma przede wszystkim zabezpieczać przed chorobami tego, który jej używa (obecnie chodzi o AIDS). Ma minimalizować obawy niepożądanych konsekwencji, czynić seks bardziej beztroskim, przede wszystkim zaś powiększać sferę wolności, a więc i władzy mężczyzn. Podobnym celom służyła (i nadal służy) osławiona viagra. Masz kłopoty z potencją? Masz kłopoty ze zdrowiem? Nie czujesz radości życia - viagra ci pomoże. Jak pamiętamy, to antidotum na męskie kłopoty minister Kapera chciał wpisać na listę leków finansowanych przez ministerstwo zdrowia, niemal dokładnie w tym samym czasie, gdy wycofano wszelkie dofinansowanie do środków antykoncepcyjnych dla kobiet i gdy podręczniki pisane przez ideowych kolegów Kapery radziły dziewczynom błogą niewiedzę, radosną prokreację, przede wszystkim zaś posłuszeństwo, pobożność i troskę o własny wygląd, by nie zawieść narzeczonych i mężów (a więc i nie narazić się na zdrady).
Viagra okazała się dla wielu groźniejsza niż przypuszczano - szkodzi na serce, jest niewskazana dla cukrzyków, działa krótkoterminowo (i dopiero po godzinie), a zwłaszcza jest nieskuteczna po zażyciu alkoholu, obfitym posiłku etc. Jednym słowem same niedogodności, no bo jak tu bez dobrego jedzenia, picia i związanej z grą wstępną beztroski wycelować we właściwy moment? Kilka lat po puszczeniu viagry na rynek, panowie mają już jednak środek znacznie skuteczniejszy. Mężczyzna może - jak twierdzi prof. H. Porst z Akademiii Medycznej w Bonn - "rozpocząć wieczór z damą swego serca od romantycznej kolacji bez obaw, że przyjemności podniebienia przeszkodzą sfinalizować randkę w miłosnym uniesieniu". Udany seks to udane życie - jak niektórzy twierdzą. "Intymne relacje z drugą osobą są konieczne dla naszej kondycji". "Seks rozładowuje napięcia". "Rozluźnia i nastraja optymistycznie. Uszczęśliwia i uzdrawia", "zwiększa wiarę i podnosi samoocenę". "Mężczyźni, którzy mają udane życie seksualne, żyją dłużej" - można przeczytać w popularnych periodykach dla poważnych mężczyzn (Newsweek, 8/2001).
Popularność viagry a obecnie (lub za kilka miesięcy) apomorfiny i tadalafilu przesłania skromną (niewiele się o niej mówi) - 50-tą rocznicę pigułki antykoncepcyjnej. A jest ona ważna, bo nie tyle opisuje dzieje walki o wolność i władzę, lecz podsumowuje dzieje kobiet walczących ze zniewoleniem i cierpieniem.
Przez setki lat popularnym środkiem antykoncepcyjnym w Egipcie było krokodyle łajno, a w Europie - skrawki płótna, pokruszone liście, kłębki wełny zamoczone w occie, gąbki wkładane w pochwę. Korzystano również z odpowiednio dopasowanych kulek, które nie tylko miały chronić przed niepożądaną ciążą, ale również zapobiegać odkrytemu przez starożytnych filozofów "wędrowaniu macicy" (lepsza już taka kulka niż kuracja polegająca na wdychaniu wonności - by macicę przyciągnąć ku górze - i smarowaniu pachwin cuchnącymi mazidłami, by macicę "zniechęcić do opadania"). Gdy w XIX wieku wymyślono krążki dopochwowe, lekarze wystosowali taki oto apel (oczywiście do innych mężczyzn): "Drodzy panowie, jako lekarze często występujemy w roli strażników damskiej cnoty. Nasze pacjentki zawierzają nam problemy najdelikatniejszej natury (...), nie wolno nam jednak milczeć, gdy w progi naszych domostw próbuje się wprowadzić niemoralne obyczaje, które z natury swojej są obrzydliwe, pozbawione czci i poniżające. Jako lekarze oraz mężczyźni wyznający zasady moralne i chrześcijańskie musimy się przeciwstawić każdemu, kto występuje z pomysłem tak brudnym, niskim i odrażającym". Stanowisko lekarzy pozostało nieugięte przez wiele dziesiątków lat. A wobec silnych zakazów Kościoła i prawa (sic!!) cała wiedza o antykoncepcji pochodziła od producentów pornografii i docierała do bardzo niewielkiego kręgu osób. Kościół zawsze sprzeciwiał się nie tylko antykoncepcji, ale również środkom uśmierzającym ból w czasie porodu. Jedną z pierwszych osób, wobec której zastosowano chloroform przy narodzinach (ósmego) dziecka była królowa Wiktoria. Jej sytuacja prawna była jednak o tyle łatwiejsza, że rodząc była zwierzchnikiem Kościoła. Inne kobiety nie miały ani takiego szczęścia, ani takiej władzy.
Sprawę antykoncepcji wprowadził na form publiczne dopiero Malthus, i to jakby wbrew własnym intencjom. Był wszak pastorem, człowiekiem religijnym, wyznawcą doktryny św. Augustyna, według którego seks nieprokreacyjny jest grzechem śmiertelnym (czy raczej - jedynie prokreacja jest w stanie uzasadnić ohydę seksu). Malthus, podobnie jak św. Augustyn, nie troszczył się też zupełnie o sytuację kobiet, ich zniewolenie i cierpienia, lecz o ludność Europy, która przyrastała szybciej niż to, co Europa ta zdolna była wytworzyć, by wyżywić swych mieszkańców. Malthusa martwiła przede wszystkim rozrastająca się ilościowo biedota, toteż nic dziwnego, że w spór włączyli się marksiści, którzy twierdzili (i twierdzą nadal), że najlepszym sposobem zaradzenia wszelkim nieszczęściom jest nie tyle antykoncepcja, co zniesienie kapitalizmu. Oliwy do ognia dolał Ch. Knowlton, wydając książkę "Owoce filozofii czyli intymny poradnik dla młodych małżonków". Autorowi książki - określanej mianem "pełnej brudów" - wytoczono proces sądowy, ale jej rozgłos, wywołany zwłaszcza potrzebą, której wychodziła ona naprzeciw, był na tyle wielki, że książka ta stała się kanwą dla walki o antykoncepcję (przyczyniła się do tego przede wszystkim Annie Besant, zakładając Ligę Maltuzjańską, której celem było propagowanie prawa do swobodnej informacji na temat antykoncepcji).
Długo jeszcze można by zapewne snuć tę opowieść o dziejach kobiecej antykoncepcji i męskich wysiłków na rzecz "wiecznej potencji". Nie można powiedzieć, iżby niewiele się zmieniło. Oto od 50-ciu lat mamy bezpieczną pigułkę (choć trudno dostępną z powodu braku odpowiedniej informcji i ze względów finansowych, a na dodatek otoczoną masą przekłamań i zabobonnych lęków) i co kilka lat pojawia się nowy fantastyczny lek, który pomaga utrzymać w seksualnym zdrowiu sfrustrowanych panów, łaknących prokreacyjnych i seksualnych mocy. Być może kiedyś zejdą się te dwie drogi - kobiecej walki o autonomię i swobodę decydowania o kształcie własnej rodziny (co dziś stanowi element tak zwanych praw reprodukcyjnych) oraz działań wychodzących naprzeciw męskiej potrzebie potencji-na-życzenie. Jak na razie dysproporcje są ogromne (już choćby w tym, że nikt nie widzi moralnych problemów w związku z kontrolowaniem własnej potencji przez mężczyzn, a spora część osób, i to mających władzę, potępia kontrolowanie własnej rozrodczości przez kobiety). Historia poucza jednak, że problemy męskie i żeńskie są w tym zakresie wzajemnie uwarunkowane. Oto w XIX wieku, wraz z rozpowszechnieniem się prezerwatywy, damy nie obawiając się koszmaru kolejnej ciąży, zrzuciły siermiężne barchany, by wabić swych mężów elegancką nocną bielizną, zastrzeżoną do tej pory dla kobiet lekkich obyczajów, z których usług małżonkowie ci często korzystali. Prezerwatywa nie tylko więc chroniła rodziny przed chorobą, ale i przyćmiła urok miłości występnej, zapobiegła niejednej zdradzie, wzmocniła więzy małżeńskie, oddaliła obawy pana Malthusa. Przeciwnikom antykoncepcji nie zależy zapewne na zwiększeniu liczby osób zarażonych chorobami wenerycznymi i na innych wskazanych powyżej negatywnych konsekwencjach, przed którymi może ona uchronić. A skoro tak, to czy w ogóle ma jeszcze jakiś sens zastanawianie się, o co im właściwie chodzi.


Cofnij

Cofnij
zamknij okno
Następny artykuł

Następny artykuł