Nr. 4 (21) - zima 2001

Logo FEDERA


W numerze:

Komentarz bieżący

EDUKACJA SEKSUALNA
PO POLSKU:
Co każda dziewczynka
wiedzieć powinna...


Krytyka ideologicznego
używania terminu
"syndrom poaborcyjny"


SEKSUALNOŚĆ
I MORALNOŚĆ:
Viagra i barchany


Antykoncepcja doraźna
- pytania i wątpliwości


ZDROWIE I MEDYCYNA:
Problem
nietrzymania moczu
- tabu w polskim społeczeństwie


Ze świata

Senat kontra Bush

Listy

Z ostatniej chwili

Polecamy!


e-mail:
federkob@waw.pdi.net

Listy

      Wczoraj w trakcie wizyty w gabinecie ginekologicznym należącym do niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej, który podpisał umowę z Pomorską Kasą Chorych, dowiedziałam się, że każda wizyta, której finałem będzie przepisanie jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych będzie płatna z kieszeni pacjentki. W tym gabinecie wynosi to 50 zł. Podobno, jest to skutkiem zarządzenia Pomorskiej Kasy Chorych, które obowiązuje od 22 października (już po wyborach!!!). Uzasadnienie: środki antykoncepcyjne nie są lekarstwem, tylko "wymysłem zepsutych kobiet" wiec niech sobie za takie wizyty same płacą. Przecież co miesiąc płacę do Kasy Chorych ponad 100 zł, a do lekarza chodzę sporadycznie. Dlaczego więc mam ponosić dodatkowe koszty?
Nie muszę dodawać, że aż mną zatrzęsło. Po pierwsze dlatego, że jestem z organizacji kobiecej. Po drugie, bo biorę pigułki od kilku lat i jest mi z tym świetnie. Może dla mnie 50 zł to nie majątek, ale dla innych pewnie tak. Pamiętam czasy, kiedy byłam na studiach doktoranckich - 550 zł stypendium, kierunek eksperymentalny, więc zbyt mało czasu na dodatkową pracę. Wtedy taka kwota była dla mnie szalonym wydatkiem. A właśnie wtedy zlikwidowano refundacje większości pigułek antykoncepcyjnych i cena Minuletu, za który wcześniej płaciłam 13 złotych, podskoczyła do 33 zł.
Przykro mi o tym pisać, ale w województwie pomorskim obecnie "za darmo" można zostawić dziecko w szpitalu bądź co gorsze, na śmietniku.
Na szczęście pani doktor posiada moja kartę wizyt, z której wynika, ze w moim przypadku nieprzyjmowanie pigułek prowadzi do różnych problemów. W związku z tym wymyśliła, że biorę je w celu leczniczym. Dzięki temu za wizytę nie zapłaciłam. Może pani doktor przestraszyła się mojej reakcji i tego, że przedstawiłam się jako pracownica organizacji kobiecej.
Wydaje mi się ze nie można tego tak zostawić. Warto byłoby odwołać się do Rzecznika Praw Obywatelskich. Słyszałam, że podobne zarządzenie wyszło wcześniej z Dolnośląskiej Kasy Chorych. Ciekawa jestem, czy to prawda.

Joanna

* * *

Od redakcji: W Pomorskiej Kasie Chorych uzyskałyśmy informację telefoniczną, że takie rozporządzenie nie zostało wydane, aczkolwiek było dyskutowane. Niestety, nie otrzymałyśmy jeszcze pisemnego potwierdzenia tej informacji.

Z ostatniej chwili:

24 października br. minister zdrowia odwołał prof. Bogdana Chazana ze stanowiska konsultanta krajowego ds. ginekologii i położnictwa, o co Federacja zabiegała już od dawna.

* * *

21 listopada br. premier Leszek Miller spotkał się z przedstawicielkami kobiecych organizacji pozarządowych, które zaprotestowały przeciwko ustanowieniu przez rząd urzędu pełnomocnika ds. rodziny i równego statusu zamiast obiecywanego podczas kampanii wyborczej pełnomocnika ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Ich niezadowolenie wywołało również niskie usytuowanie tego urzędu. Po wysłuchaniu uwag i argumentów dotyczących polityki równościowej, premier obiecał podnieść rangę pełnomocnika do rangi sekretarza stanu i usytuować ten urząd w Kancelarii Premiera. Premier przyznał, że fakt, iż wśród szesnastu wojewodów nie ma żadnej kobiety nie świadczy dobrze o polityce równościowej rządu. Obiecał, że jeśli zwolni się któreś ze stanowisk, postara się, by objęła je kobieta. Stwierdził też, że Polska nie będzie się więcej kompromitowała na forum międzynarodowym występując w sprawach dotyczących statusu kobiet wspólnie z konserwatywnymi krajami islamskimi. Obiecał także, w imieniu rządu, że inicjatywy Parlamentu służące zrównaniu statusu kobiet i mężczyzn (np. projekt ustawy równościowej) spotkają się z jego poparciem. Dostrzegł pilną potrzebę wprowadzenia nowoczesnej edukacji seksualnej do programów szkolnych. Uznał jednak za trudne przeprowadzenie zmiany ustawy antyaborcyjnej ze względu na układ sił politycznych w Sejmie.

Polecamy

     Świat bez kobiet
W księgarniach ukazała się książka Agnieszki Graff "Świat bez kobiet, płeć w polskim życiu publicznym" (Wydawnictwo WAB, Warszawa, 2001). Autorka w jasny, przekonujący i pełen poczucia humoru sposób pisze o zjawiskach znanych lecz powszechnie niedostrzeganych - zjawiskach świadczących o wyparciu kobiet z wielu sfer życia publicznego i politycznego. Dokonuje analizy języka, którym mówi się o sprawach kobiet (także o kwestii aborcji) i wykazuje, jak wielką, często wręcz zasadniczą, rolę pełni on w budowaniu świadomości społecznej. Polecamy!


Cofnij

Cofnij
zamknij okno