|
|
Komentarz bieżący
Wanda Nowicka
Wynik wyborów parlamentarnych, w znacznej mierze zgodny z przewidywaniami, skłania do ocen. Jako jedno z ważniejszych nasuwa się pytanie, na ile wynik wyborczy okazał się sukcesem dla kobiet. Jak pamiętamy, temat kobiecy był, obok dziury budżetowej, jednym z ważniejszych tematów tegorocznej kampanii wyborczej - przede wszystkim dzięki wysiłkom Przedwyborczej Koalicji Kobiet. Część kobiet weszła do Parlamentu zapewne właśnie dzięki tej cennej inicjatywie środowisk kobiecych.
W Sejmie zasiadło ponad 20%, w Senacie 23% kobiet, co jest niewątpliwie najlepszym wynikiem w ostatnim dziesięcioleciu. Czy ta zwiększona reprezentacja kobiet przyczyni się w widoczny sposób do poprawy polityki państwa na rzecz równości płci - to się dopiero okaże. A zatem na ostateczne świętowanie sukcesu jeszcze nie pora.
Startujące w wyborach partie, zwłaszcza SLD-UP oraz UW, składały w trakcie swych kampanii liczne deklaracje dotyczące zamierzonych działań na rzecz równego statusu kobiet i mężczyzn. Ja osobiście, jako kandydatka do Sejmu, wzięłam udział w prawie wszystkich spotkaniach wyborczych prowadzonych przez lidera listy warszawskiej SLD-UP, Marka Borowskiego. Obecny Marszałek Sejmu prawie na każdym spotkaniu przedwyborczym poruszał kwestię równego statusu płci jako jednego z ważniejszych zadań przyszłego parlamentu i rządu. Wielokrotnie słyszałam deklaracje dotyczące działań na rzecz wyrównania szans kobiet, przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na płeć, w tym również obietnice liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. Marszałek Borowski, mówiąc o ewentualnym projekcie zmiany, poważnie rozważał ustawę włoską, która jego zdaniem mogłaby stanowić pewien model dla przyszłego prawa polskiego. Nie wiem, jakie kwestie poruszał podczas spotkań z wyborcami obecny premier Leszek Miller, ale sądząc z relacji telewizyjnych, również i on składał pewne obietnice.
Tymczasem po wyborach sen się skończył i obudziłyśmy się w dobrze znanym świecie, w którym wszystko zostało po staremu. Odzierają ze złudzeń następujące fakty: w 15-osobowym rządzie są tylko dwie kobiety, wśród wojewodów sami mężczyźni, kwestie równego statusu płci doczepione zostały do spraw rodziny, zaś pełnomocnik rządu do tych spraw, w randze podsekretarza stanu, usytuowany został w ministerstwie pracy, podczas gdy dotychczas - w randze sekretarza stanu - podlegał bezpośrednio premierowi. Trudno się oprzeć wrażeniu, że kwestie równego statusu płci mogą zostać zmarginalizowane. Niepokoi również i to, że premier rządu w swoim exposé ani słowem nie wspomniał o potrzebie wyrównania szans kobiet, choć z uwagi na wybitnie antykobiecą polityką poprzedniego rządu wypadałoby wspomnieć o zadaniach rządu dotyczących ponad połowy społeczeństwa polskiego. Jest to tym dziwniejsze, że działania na rzecz równości cieszą się znacznym poparciem społecznym.
Z perspektywy Federacji szczególnie istotne jest, jakie będą działania obecnych władz na rzecz liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. Tymczasem zaraz po wyborach premier Miller w wywiadzie dla "Rzeczypospolitej" (29 X 2001) oświadczył w tej kwestii: "Polska stoi przed takimi problemami, że jeżeli można nie wywoływać dodatkowych, to należy tak robić." Mamy nadzieję, że nie jest to ostateczne stanowisko obecnej ekipy rządzącej. Nie przekonuje bowiem argument, że brakuje większości do przegłosowania ustawy. Przecież przed wyborami SLD nie mógł być pewien zdobycia większości sejmowej, a mimo to takie deklaracje padały. Teraz jest czas na ich realizację.
Zaniepokoiła nas również radiowa wypowiedź Ministra Zdrowia, Mariusza Łapińskiego, który na pytanie Moniki Olejnik o dopłaty do antykoncepcji odpowiedział, że raczej nie, bo nie są to leki ratujące życie. Czyżby nowa ekipa zamierzała kontynuować niechlubną politykę rządu Jerzego Buzka w tej tak ważnej sferze zdrowia kobiet?
Mimo wszystko, wynik wyborów daje nadzieję na zmiany. Nie możemy tej szansy zmarnować.?
Z ostatniej chwili: Premier Leszek Miller spotkał się, na prośbę Przedwyborczej Koalicji Kobiet i Federacji na rzecz kobiet i Planowania Rodziny, z organizacjami wchodzącymi w ich skład (patrz str. 10). Ministerstwo Zdrowia także wyraziło chęć spotkania w związku z listem wystosowanym przez Federację w sprawie dopłat do środków antykoncepcyjnych.
|