|
|
|||||||||||||||||||||||||
|
Wywiad z Wandą Nowicką, KS: Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny istnieje i działa od ponad dziesięciu lat - od tylu lat jesteś nierozłącznie kojarzona z nią i sprawami, o których w Polsce woli się głośno nie mówić. Jak się z tym czujesz? WN: Na początku lat 90., kiedy powstawała Federacja, w czasie najgorętszych debat o przerywanie ciąży miałam wrażenie, że całe społeczeństwo jest z nami, że słuszność i sprawiedliwość jest po naszej stronie. Mało kto wtedy zdawał sobie sprawę, że zagrożenie jest realne. Większość społeczeństwa miała nadzieję, że kolejne próby wprowadzenia restrykcji wobec aborcji rozejdą się po kościach. Wprowadzenie zakazu aborcji po prawie 40 latach liberalnego prawa wydawało się niemożliwe. Nie miałam więc wtedy żadnego poczucia, że robię coś radykalnego. Dopiero potem, kiedy na skutek krzykliwej i wszechobecnej kampanii ideologicznej centrum przesunęło się na prawo, poglądy akceptowane wtedy przez zdecydowaną większość i publicznie wypowiadane przez wiele osób znanych i szanowanych (aktorów, naukowców, prawników, lekarzy itp.) zaczęły być traktowane jako skrajne czy radykalne. Innymi słowy, to nie ja się nie zmieniłam, to świat, a właściwie polski światek uległ zmianie. Z czasem po wielu gorących dyskusjach na placu boju pozostało niewiele osób, które publicznie głosiły pogląd, że kobiety powinny mieć prawo do samostanowienia w sferze prokreacji, że zanegowanie tego prawa przez restrykcyjną ustawę jest oczywistym dowodem dyskryminacji płci. Gdyby nie nasza działalność na forum międzynarodowym, gdzie takie poglądy uważane są za standard demokracji i nowoczesności, gdzie dyskutuje się o prawach reprodukcyjnych w kontekście praw człowieka i równości płci, a nie świętości życia od poczęcia, można by z czasem uwierzyć, że głosimy poglądy bardzo skrajne. Na szczęście pozostało niewielkie, ale znaczące grono osób, które konsekwentnie kontynuowały działania na rzecz prawa kobiet do legalnej aborcji, dostępnej antykoncepcji i powszechnej edukacji seksualnej. Bardzo pomocna w naszych działaniach jest świadomość poparcia wielu osób, które wprawdzie same nie są aktywne, ale uważają, czemu często dają wyraz, że prowadzimy ważną i pożyteczną działalność. To wzmaga poczucie odpowiedzialności za rozbudzone oczekiwania. Z przyjemnością odnotowujemy, że bardzo pozytywne zmiany zaszły w ciągu ostatniego roku. Wiele organizacji i osób indywidualnych bardzo aktywnie zaangażowało się w walkę o prawo kobiet do samostanowienia, tak że dziś mam poczucie, że nie działamy w próżni, że nie jesteśmy same. KS: Pytanie banalne, lecz trudno go nie zadać: co uważasz za największy sukces i największą porażkę Federacji? WN: Za duży sukces można uznać fakt, że Federacja zyskała opinię organizacji ważnej, wiarygodnej i skutecznej w bardzo wielu środowiskach: wśród polityków, dziennikarzy, w środowisku medycznym czy oświatowym. Choć nie wszyscy nas kochają, a niektórzy nawet boją, nie wypada nas pomijać w gremiach, w których dyskutuje się o prawach człowieka, zdrowiu kobiet czy równym statusie kobiet i mężczyzn. Wysoko cenione i często zamawiane są nasze publikacje, a przekazywane przez nas informacje są traktowane poważnie przez różne instytucje w kraju i za granicą, a także media. Wprowadzenie zakazu aborcji i niemożność zmiany tej ustawy przez 10 lat uważam za porażkę, choć może nie własną i nawet nie wyłącznie Federacji, ale pewnej opcji światopoglądowej, której przedstawiciele i przedstawicielki nie byli dość silni ani skuteczni, by zachować państwo neutralne pod względem światopoglądowym, państwo, w którym obowiązuje rozdział państwa od kościoła, a żadna religia nie jest uprzywilejowana, zaś niekatolicy i niewierzący nie czuliby się jak obywatele drugiej kategorii, państwo, w którym kobiety i mężczyźni cieszyliby się równymi prawami i możliwościami i razem uczestniczyli w sprawowaniu władzy i podejmowaniu ważnych dla całego społeczeństwa decyzji. KS: Federacja cieszy się autorytetem wśród międzynarodowych instytucji działających na rzecz praw człowieka i organizacji pozarządowych. Jaki wpływ na sytuację w Polsce ma międzynarodowa działalność Federacji? WN: Aktywność Federacji na arenie międzynarodowej trudno przecenić. Federacja, uczestnicząc w licznych konferencjach i spotkaniach międzynarodowych, ma wpływ na tworzenie najlepszych standardów z zakresu praw człowieka, zdrowia kobiet i równości płci. Ta działalność umożliwia nam propagowanie tych standardów w kraju oraz informowanie opinii publicznej, jeśli rząd nie wywiązuje się z międzynarodowych zobowiązań. Ponadto Federacja, składając raporty do rozmaitych instytucji międzynarodowych, informuje społeczność międzynarodową o naruszeniach praw kobiet w Polsce, dzięki czemu rząd nieraz musiał się tłumaczyć przed różnymi instytucjami międzynarodowymi. Presja z zewnątrz nierzadko robi na rządzie większe wrażenie niż naciski wewnętrzne. KS: Którą z form działalności organizacji uważasz za najważniejszą lub przynoszącą największe efekty? WN: Trudno powiedzieć, jaka część naszej działalności jest najważniejsza. Jest ona wyjątkowo zróżnicowana i bogata, a każdy odcinek służy innym celom, które uważamy za ważne, choć nie zawsze widowiskowe. Trudno przecenić naszą działalność w sferze publicznej, próby wpłynięcia na rzeczywistość, szczególnie na prawo i politykę społeczną w tym kraju, choćby ze względu na to, że w tej sferze mało jest chętnych do działania. Temu celowi służą liczne publikacje, raporty, kampanie lobbingowe i medialne, konferencje, np. Trybunał Aborcyjny, czy wreszcie akcje uliczne (happeningi, pikiety czy organizowane wspólnie z całym środowiskiem 8-marcowe Manify). Za niezwykle ważną uważam działalność edukacyjną, poradniczą i interwencyjną, ponieważ pomagamy konkretnym osobom, przede wszystkim kobietom, w rozwiązywaniu ich problemów, pomagamy np. unikać niepożądanej ciąży, propagujemy profilaktykę zdrowotną, m.in. samobadanie piersi. Wreszcie oddolna edukacja i promocja najlepszych wzorów z zakresu zdrowia i praw reprodukcyjnych, działanie na rzecz zmiany określonych obyczajów, praktyk, zachowań w środowiskach ważnych z perspektywy zdrowia i praw kobiet (m.in. wśród lekarzy, nauczycieli, prawników, dziennikarzy) poprzez rozmaite szkolenia, konferencje, warsztaty czy spotkania dyskusyjne, przyspiesza pewne zmiany, zanim uda się je wprowadzić systemowo. KS: Federacji zapewne nieprędko uda się osiągnąć swój cel - doprowadzić do legalizacji aborcji... WN: Rzeczywiście, nikt nie wie, kiedy w Polsce uda się zmienić restrykcyjną ustawę antyaborcyjną. W dłuższej perspektywie musi to nastąpić, bo tego wymaga sprawiedliwość i uczciwość wobec kobiet. W ostatnich tygodniach problem przerywania ciąży powrócił w kontekście integracji z Unią Europejską, i niestety ostatnie wypowiedzi polityków, zwłaszcza prezydenta i premiera, budzą uzasadnione obawy. Widać jasno, że zbliżające się referendum unijne wprowadza coraz większą nerwowość w szeregach liderów SLD, którzy wierzą z zupełnie irracjonalnych powodów, że dla sukcesu referendum niezbędne jest poparcie Kościoła rzymskokatolickiego. I choć społeczeństwo podchodzi z dystansem do przedwyborczych zaleceń Kościoła i nieraz rozminęło się z nimi, SLD jest skłonne oddać wszystko, nawet to, czego nie musi, za jego wątpliwe poparcie. Zwłaszcza że - jak zauważa Agnieszka Graff - koszty złego prawa aborcyjnego ponoszą kobiety, nie SLD, więc rezygnacja ze zmiany ustawy nic Sojuszu nie kosztuje. A przecież Kościół nawet nie obiecuje poparcia, a tylko zachęcanie do udziału w referendum. Rozmawiała Klaudia Sitkowska | ||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||