Opracowanie raportu było możliwe dzięki finansowemu wsparciu
Katolików na rzecz Wolnego Wyboru
Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, zwana powszechnie ustawą antyaborcyjną, obowiązuje w Polsce od marca 1993 r. Zgodnie z ustawą przerwanie ciąży jest prawnie dopuszczalne, gdy:
Lekarz dokonujący nielegalnej aborcji podlega karze więzienia do dwóch lat.
Przerwanie ciąży musi być wykonane w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej.
Polskie prawo aborcyjne należy do najbardziej restrykcyjnych w Europie. W zdecydowanej większości krajów europejskich aborcja jest dostępna na życzenie kobiety. Nawet w tych kilku krajach, gdzie występują ograniczenia, jest ona prawnie bardziej dostępna. W Hiszpanii, Portugalii i Szwajcarii aborcja jest legalna w przypadkach, gdy występuje zagrożenie dla życia i zdrowia kobiety, w tym także zagrożenie dla zdrowia psychicznego kobiety, w przypadku gwałtu lub innych przestępstw seksualnych, w przypadku uszkodzenia płodu. Na Węgrzech aborcja jest legalna również w przypadku, gdy kobieta znajduje się w trudnej sytuacji życiowej. Tylko w Irlandii prawo jest jeszcze bardziej restrykcyjne niż w Polsce. Aborcja jest tam legalna tylko wtedy, gdy zagrożone jest życie kobiety, co obejmuje także niebezpieczeństwo samobójstwa.
Poza Europą aborcja na życzenie jest legalna w USA, Kanadzie, w krajach dawnego Związku Radzieckiego, Chinach i Mongolii, Singapurze. Przerwanie ciąży jest dostępne w przypadku trudnej sytuacji osobistej w sześciu krajach Afryki Południowej, w Australii, Nowej Zelandii, w Indiach, Japonii, Korei, Malezji.
Ograniczenia przypominające regulacje prawne obowiązujące np. w Portugalii występują w większości krajów Ameryki Południowej i Środkowej, w 1/3 krajów afrykańskich, Pakistanie, Tajlandii, Nowej Gwinei. Regulacje przypominające prawo obowiązujące w Irlandii występują w kilku krajach Ameryki Południowej i Środkowej, w połowie Afryki i większości krajów Azji Południowo-Wschodniej.
Wraz z wprowadzeniem ustawy antyaborcyjnej natychmiast pojawiły się łatwe do przewidzenia skutki.
Zostały one opisane w pierwszym raporcie Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny z maja 1994 r1).
Zjawiska, których pojawienie się stwierdzone jest w tamtym raporcie, występują nadal. Zaistniały też nowe fakty ilustrujące te skutki.
Kobiety znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej dążą za wszelką cenę do przerwania niepożądanej ciąży, nie bacząc na to, że łamią prawo, często ryzykując utratą zdrowia bądź życia.
Wprowadzone prawo nie jest przestrzegane, wywołało za to różne zjawiska patologiczne. Należą do nich przede wszystkim podziemie aborcyjne oraz turystyka aborcyjna.
Podziemie aborcyjne jest bardzo rozwinięte. Świadczą o tym m.in.:
Występowanie podziemia ginekologicznego potwierdza również raport rządowy, informujący o kilkudziesięciu wszczętych śledztwach i procesach w tej sprawie.
"Turystyka aborcyjna" jest również niezwykle rozwinięta.
Większość kobiet wyjeżdża do naszych wschodnich i południowych sąsiadów m.in. do: Lwowa: (Ukraina), do Druskiennik (Litwa), do Kaliningradu (Rosja), do Mińska (Białoruś), do Czech i na Słowację. O "wyjazdach" do Kaliningradu informowała wielokrotnie prasa
3) . Koszt zabiegu jest tam stosunkowo niski (450 zł), ale warunki sanitarne są złe, u kobiet często występują powikłania.
Znacznie mniej kobiet może sobie pozwolić na wyjazdy do krajów zachodnich. Zabiegi tam wykonywane są o wiele droższe, ale usługi medyczne są na znacznie wyższym poziomie. Polki wyjeżdżają najczęściej do Holandii, Niemiec, Belgii i Austrii. W jednej z klinik planowania rodziny w Berlinie powiedziano nam, że tygodniowo przyjeżdża około 15 Polek. Cena zabiegu zależy od czasu ciąży i rodzaju znieczulenia (od 600 do 1900 DM).
W posiadaniu Federacji znajdują się materiały uzyskane od anonimowej agencji, która prowadziła działalność polegającą na organizowaniu zabiegów przerywania ciąży w jednym z krajów sąsiadujących na południu z Polską. Firma ta rozpoczęła usługi "natychmiast po wejściu w życie Kodeksu Etyki Lekarskiej. Już wtedy lekarze zostali zastraszeni i odmawiali wykonywania zabiegów. Do czasu wprowadzenia ustawy antyaborcyjnej wykonaliśmy kilkanaście zabiegów. W momencie wprowadzenia ustawy przez okres 2-3 miesięcy lekarze byli tak zastraszeni, że w ogóle odmawiali usuwania ciąży [...]".
"Najwyższe zapotrzebowanie na nasze usługi wystąpiło w 1993 r. przez pierwsze trzy miesiące od wejścia ustawy. Mając do dyspozycji w jednym z ościennych państw załatwione po znajomości dwa gabinety prywatne, jedną prywatną klinikę, dostęp do dwóch państwowych szpitali, sześciu ginekologów, trzech anestezjologów i kilka pielęgniarek, pomogliśmy wtedy dokonać około 220-250 zabiegów. Dalej w 1993 r. średnio miesięcznie pomagaliśmy dokonywać 60-70 zabiegów. W 1994 r. dokonywaliśmy średnio 40-50 zabiegów miesięcznie. W tym okresie w sumie pomogliśmy dokonać ok. 1200 zabiegów. Istnieje sezonowość popytu. Najwięcej zabiegów dokonuje się wiosną i jesienią."
Organizowanie turystyki aborcyjnej wywołało już następujące procesy:
Na podstawie badań prowadzonych przez Federację można podjąć próbę oszacowania liczby nielegalnych aborcji, którym poddały się Polki w kraju i za granicą.
Dane uzyskane poufnie od wspomnianej już agencji potwierdzają, że w ciągu dwóch lat "zorganizowała" ona ok. 1.500 zabiegów. Na podstawie ogłoszeń prasowych stwierdzono istnienie co najmniej 20 agencji. Przyjmując, że każda agencja zorganizowała średnio choćby ok. 800 zabiegów rocznie, otrzymamy szacunkową liczbę 16.000 aborcji rocznie wykonywanych Polkom za granicą. Należy również wziąć pod uwagę fakt, że znaczna liczba kobiet, zwłaszcza z terenów przygranicznych, jeździ do klinik zagranicznych bez pośrednictwa żadnych agencji.
Z naszych badań wynika, że w prywatnych gabinetach w kraju wykonuje się co najmniej dwukrotnie więcej zabiegów niż za granicą.
Daje to przybliżoną liczbę 40.000 - 50.000 zabiegów rocznie.
Zdarza się, że kobiety najbiedniejsze i niewykształcone, które nie chcą urodzić dziecka, posuwają się do kroków desperackich.
Informacje na ten temat są trudno dostępne. Służba zdrowia z różnych względów informuje wyłącznie o przypadkach drastycznych. Tylko anonimowo od lekarzy i innych pracowników służby zdrowia można uzyskać informacje, że częste są przypadki kobiet, które trafiają do szpitala na "dokończenie" w rezultacie sztucznego rozszerzenia szyjki macicy prowadzącego do samoistnego zakażenia, a potem poronienia.
8) Do rzadkości należy, by jakiś pracownik służby zdrowia powiedział bez zastrzegania anonimowości o przypadku domowej aborcji. Do tych wyjątków zalicza się pani Krystyna Tomaszewska, położna z Pabianic: poinformowała ona o przypadku 16-letniej dziewczyny, która trafiła do szpitala po samodzielnym dokonaniu aborcji za pomocą dwu opakowań środków przeczyszczających.
9)
Zdarzają się również sytuacje szczególnie dramatyczne. Prasa szeroko donosiła o przypadku Grażyny X. z gminy Staroźreby, matki trójki dzieci, która zmarła w wyniku wstrzyknięcia sobie do macicy, z pomocą męża, dużej dawki penicyliny.10) Mąż prawdopodobnie będzie odpowiadał karnie.
"Córka poszła wieczorem w ciąży (do ginekologa, W.N.), a w dwie godziny wyszła bez ciąży i poszła z mężem do domu; za 10 mln. w Polsce, ale nie zdradziła, kto to zrobił. Ja, jej Matka, miałam 4 poronienia zrobione przez siebie samą, po czwartym poronieniu dostałam 40 stopni gorączki, drgawki, a później anemię złośliwą. Przy 5 poronieniu pilnowali mnie Matka i mąż pijak. Wiedzieli, co się ze mną działo przy poprzednim. Zmusili mnie, bym poszła do lekarza." fragment listu do Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny |
Liczba dzieci porzuconych przez matki wzrosła od momentu wprowadzenia ustawy w 1993 r. 11)
:| 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | ||
| 22 | 35 | 50 | 49 | ||
Dzieciobóstwo w ostatnich latach 12) kształtuje się następująco:
| 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | ||
| 59 | 56 | 52 | 42 | ||
Dane na temat noworodków porzucanych przez matki jeszcze w szpitalu nie są zbierane rutynowo przez Ministerstwo Zdrowia. Zebrano je jednorazowo za 1993 r. w związku z koniecznością przedstawienia sprawozdania z realizacji ustawy o planowaniu rodziny. Jednak Ministerstwo Zdrowia nie ma takich danych za 1994 rok.
W latach poprzednich sytuacja wyglądała następująco:
Noworodki porzucone w szpitalach w wybranych województwach13)
:| Lata | Warszawa | Bydgoskie | Legnickie | Katowickie | ||
| 1992 | 22 | 11 | 0 | 2 | ||
| 1993 | 49 | 21 | 15 | 26 |
Niepokojące zjawisko, które dało się zaobserwować już w 1992 r., gdy wszedł w życie Kodeks Etyki Lekarskiej, występuje w dalszym ciągu:
Ustawa antyaborcyjna jest znacznie bardziej restrykcyjna w praktyce niż na papierze.
Kobietom, które mają prawo do legalnej aborcji, często odmawia się wykonania zabiegu, chociaż mają stosowne zaświadczenia.
Zjawisko to jest specyficznie polskie i wynika między innymi z niedoskonałości prawnych ustawy o planowaniu rodziny. Pozwalają one na dowolną interpretację przepisów regulujących dopuszczalność przerywania ciąży. Brak mechanizmów kontroli, a także "feudalne" stosunki panujące w szpitalach zezwalają na to, by dyrektor szpitala podejmował decyzję w sprawie odmowy aborcji sam, nie licząc się ze zdaniem innych lekarzy, którzy po cichu mają odmienną opinię w tej sprawie. Prawo do klauzuli sumienia mówi, że tylko lekarz, a nie cały szpital może odmówić przeprowadzenia zabiegu. W innych krajach kwestia odmowy wykonania zabiegu ze względu na klauzulę sumienia jest badzo dokładnie uregulowana prawnie: uwzględnia prawo lekarza do odmowy wykonania zabiegu, ale i prawo kobiety do zabiegu przerwania ciąży. Lekarz odmawiający musi wskazać innego, który tego zabiegu dokona. W Polsce ta kwestia nie została w żaden sposób uregulowana.
Ponadto nie bez znaczenia są naciski ze strony księży działających w danym szpitalu. Występuje wiele przypadków ingerencji księży czy innych osób związanych z Kościołem rzymskokatolickim. Najbardziej znanym przykładem ingerencji kościoła w sprawy medyczne i doprowadzenia lekarzy do zmiany ich pierwszej decyzji jest przypadek Grażyny Z. opisany dokładniej w dalszej części raportu.
Daje się zaobserwować lęk lekarzy nie tylko przed księdzem, ale nawet przed salowymi czy pielęgniarkami mogącymi donieść na lekarza.
Federacja ma informacje na temat wielu sytuacji, w których kobieta nie jest w stanie wyegzekwować swojego prawa w szpitalu.
Zdarza się, że dyrektor szpitala podejmujący decyzję w tej sprawie kwestionuje zaświadczenia lekarskie wystawione przez innych lekarzy, podważając tym samym ich uczciwość i kompetencje.
Raport rządowy nie dostrzega wcale tego problemu ze względu na brak skarg na odmowę zabiegu. "Brak skarg pacjentek [...] MZiOS uznaje za tożsame z respektowaniem tego prawa"
14).
Naszym zdaniem kobiety nie składają skarg do Ministerstwa Zdrowia z następujących względów:
Znany psycholog Andrzej Samson uważa na podstawie swojej długoletniej praktyki psychoterapeuty rodzinnego, że ustawa antyaborcyjna wywarła duży wpływ na życie polskich rodzin.
Choć w naszym społeczeństwie seks był zawsze tematem tabu i był postrzegany jako źródło winy i grzechu, takie podejście do seksualności znacznie się pogłębiło od czasu wprowadzenia ustawy, głównie za sprawą nauki głoszonej przez Kościół rzymskokatolicki oraz dyskusji, która toczyła się wokół tej ustawy.
Przede wszystkim sfera życia seksualnego jest traktowana nie jako źródło satysfakcji i przyjemności lecz jako źródło lęku i zagrożenia. Sfera ta przestała być już prywatną sprawą człowieka, stając się sprawą publiczną, z której trzeba się rozliczać np. w kościele. Samson uważa, że strach przed niepożądaną ciążą oraz stosowanie propagowanych przez Kościół rzymskokatolicki mało skutecznych metod naturalnych zapobiegania ciąży spowodowały zaburzenia w życiu seksualnym, polegające m.in. na unikaniu go, zwłaszcza przez kobiety, ze strachu przed ewentualną ciążą. Mężczyźni za to częściej niż kiedyś poszukują seksualnych wrażeń poza domem, często też straszą swoje partnerki, które ze strachu przed ciążą unikają seksu, tym że "pójdą do innej". Wydaje się, że ludzie współżyją mniej niż kiedyś i mniej, niżby tego pragnęli. Psycholog obserwuje zjawisko patologizacji seksu, wzrostu przemocy seksualnej, pornografii i perwersji seksualnych. Podczas gdy w świecie zainteresowanie pornografią jest coraz mniejsze, u nas robi się ona coraz bardziej popularna. Nota bene pornografia często bywa traktowana jako źródło wiedzy i edukacji na temat zachowań seksualnych, co jest skutkiem braku edukacji seksualnej i świadczy o nieprzygotowaniu naszego społeczeństwa do życia seksualnego.
Strach przed niepożądaną ciążą jest taki silny również dlatego, że pacjenci, jako katolicy, powstrzymują się od stosowania środków antykoncepcyjnych innych niż naturalne, w których skuteczność nie wierzą. A więc, z jednej strony, nie używają skutecznych środków planowania rodziny, z drugiej zaś, stosując środki zalecane przez Kościół rzymskokatolicki, żyją w strachu przed ciążą. Te kobiety, które wbrew zaleceniom Kościoła stosują pigułkę lub spiralę i przyznają się do tego na spowiedzi, mają wielkie poczucie winy. Zdarza się, że księża zmuszają je do usunięcia spirali, odmawiając rozgrzeszenia.
To poczucie winy jest o wiele jeszcze większe, gdy kobiety, które zaszły w niechcianą ciążę, decydują się na nielegalny zabieg. Samson zwraca też uwagę na los tych niechcianych dzieci, które mimo wszystko się urodzą.
Psychoterapeuta podkreśla, że osoby, które trafiają do niego na terapię, pochodzą z dość wąskiego kręgu ludzi ze średnim i wyższym wykształceniem - mieszkańców miast. Na podstawie setek listów, na które odpowiada za pośrednictwem tygodnika "Pani domu", jest przekonany, że na prowincji i na wsi sytuacja jest znacznie gorsza, tylko rzadko kto szuka tam pomocy i może ją znaleźć.
Obserwacje poczynione przez Samsona nie są bynajmniej odosobnione. Potwierdzają je w całej rozciągłości również inni psycholodzy i seksuolodzy. Dr Anna Sierzpowska-Ketner zwraca uwagę na rolę ginekologów, którzy często nie tylko nie proponują kobietom żadnej antykoncepcji, lecz utrwalają w pacjentkach przekonanie o jej szkodliwości. Wielu z nich stosuje się do zaleceń izb lekarskich, by o antykoncepcji mówić pacjentkom wyłącznie na ich wyraźne życzenie.
Dr Sierzpowska twierdzi na podstawie swojej praktyki zawodowej oraz wielu listów od kobiet z całej Polski, na które odpowiada za pośrednictwem tygodnika "Przyjaciółka", że wiele kobiet odczuwa "śmiertelny strach" przed ciążą i unika współżycia z partnerem.
O zaburzeniach seksualnych będących następstwem wprowadzenia ustawy mówi również seksuolog dr Arnold Pawelski. Wśród swoich pacjentek wyróżnia dwie grupy: jedną - o światopoglądzie bardziej liberalnym, drugą - o światopoglądzie bardziej tradycyjnym. Seksuolog twierdzi, że u kobiet pierwszej grupy "wina, tkwiąca korzeniami w zasadach moralnych przyswojonych w okresie dzieciństwa [...], umiejętnie podsycana przez zwolenników wprowadzenia ustawy, rozwija się niepostrzeżenie, ale daje znać o sobie w sposób dokuczliwy. Jest to wina irracjonalna, nie przystająca do systemu wartości, dlatego też jej odczuwanie jest silnie tłumione i pozostaje ona zazwyczaj poza świadomością. Jednakże brak odczuwania winy, spychanie do nieświadomości powoduje, że jej siła zwiększa się, co prowadzi z kolei do powstania wewnętrznego dysonansu, wzrostu niechęci do własnego ciała i niechęci wobec samej siebie. Pojawiają się stany depresyjne, zniechęcenie seksem, który dotąd przynosił dużo zadowolenia. Zmiany te są tak dużym zaskoczeniem dla kobiet, że zdarza się, iż w skrajnych przypadkach pojawia się zanegowanie własnej kobiecości. Przedstawicielki tej grupy zgłaszają się na terapię zaniepokojone radykalnym zmniejszeniem kontaktów erotycznych, unikaniem współżycia lub pojawieniem się awersji seksualnej"
15). Z kolei u kobiet akceptujących tradycyjne, wywodzące się z katolicyzmu zasady moralne, wskutek coraz silniej odczuwanej winy wywołanej seksem dały się zaobserwować symptomy neurotyczne i poważne zaburzenia seksualne. Najczęstszą przyczyną zgłaszania się tych pacjentek na terapię jest wtórna oziębłość i anorgazmia. "Ze wstępnych badań przeprowadzonych w Centrum Seksuologii Klinicznej wynika, że w okresie od wprowadzenia ustawy (antyaborcyjnej - W.N.) liczba pacjentek z pierwszej grupy zwiększyła się o około 45%, zaś liczba pacjentek z drugiej grupy - o 70%".
16)
Podobne problemy pojawiły się również w Telefonie Zaufania dla Kobiet prowadzonym przez Federację od 1992 r. w momencie wejścia ustawy w życie.
Planowanie rodziny jest stosowane przez niewielką część naszego społeczeństwa. Dokładnych statystyk, w przeciwieństwie do większości krajów, w Polsce się nie prowadzi. Z raportu rządowego wynika (na podstawie danych uzyskanych w aptekach), że tylko 2,2% kobiet używa tabletki antykoncepcyjnej 17). Występują różne bariery ograniczające dostępność i stosowanie antykoncepcji w naszym społeczeństwie. Należą do nich:
Ustawa o planowaniu rodziny zobowiązuje Ministerstwo Edukacji Narodowej do wprowadzenia edukacji seksualnej do programów szkolnych. MEN wywiązuje się jednak z tego zadania w sposób dalece niezadowalający.
Raport na temat wychowania prorodzinnego i seksualnego prowadzonego w szkole polskiej18) opracowany przez Marię Trawińską na podstawie badań przeprowadzonych w 707 szkołach wśród nauczycieli, z których 61,7% stanowili nauczyciele szkół podstawowych (41% miejskich i 20,7% wiejskich), 15% nauczyciele ponadpodstawowych szkół ogólnokształcących, a 22,5% nauczyciele szkół zawodowych, ocenia bardzo krytycznie realizację przez MEN obowiązku wprowadzenia edukacji seksualnej.
Wprowadzony zarządzeniem MEN program nie był poprzedzony sondażem, szkoleniem nauczycieli, przygotowaniem materiałów dydaktycznych itp.
Tylko 10% szkół stwierdza, że nie miało kłopotów z realizacją zarządzenia, a 10% szkół w ogóle nie zrobiło nic w tym kierunku. W pozostałych szkołach podejmowano różne działania, zależnie od możliwości i zainteresowania. W 43% szkół powstały jakieś programy edukacyjne, w 53% szkół żadne programy nie powstały.
"Panuje chaos tematyczny, organizacyjny. Ani nauczyciel, ani uczeń nie mają ciągłości tematyki, a wiedza nie jest kumulowana i nie są sprawdzane nie tylko efekty wychowawcze, integracyjne, postawotwórcze, ale nawet informacyjne"19).
Nauczyciele - realizatorzy to pedagodzy (22,6%), nauczyciele języka polskiego (19,2%), biologii (24,6%), matematyki, historii, WF-u, nauczyciele przedmiotów zawodowych, katecheci (2,5%).
Samoocena realizatorów jest niska: 60% przypisuje tak sobie, jak i kolegom brak kwalifikacji do wykonywanych zadań programowych. Ocena badawcza według obiektywnych wskaźników potwierdza tę ocenę subiektywną.
Poziom wiedzy młodzieży o życiu seksualnym jest niski. Poza brakiem podstawowej wiedzy Trawińska potwierdza funkcjonowanie wśród młodzieży wielu mitów na ten temat
20).
Zdecydowana większość podręczników zalecanych przez MEN opiera się na nauce Kościoła rzymskokatolickiego na temat planowania rodziny. Książki te są tendencyjne, nierzetelne, ignorują nowoczesną wiedzę nt. antykoncepcji. Utrwalają stereotypowe wyobrażenia o seksualności człowieka. Są one wyjątkowo szkodliwe, bo skierowane do najmłodszych, najbardziej bezbronnych wobec propagandy. Część tych podręczników została poddana gruntownej analizie i krytyce w recenzjach sporządzonych przez pracowników naukowych Uniwersytetu Warszawskiego i zawartych w raporcie Stowarzyszenia "Neutrum": "Respektowanie wolności sumienia i wyznania w szkole publicznej" (1996). Niektóre spośród tych książek to:"Wzrastam w mądrości", Wandy Papis, "Wędrując ku dorosłości", (dla starszych klas szkoły podstawowej), praca zbiorowa pod redakcją Teresy Król," W poszukiwaniu prawdziwej miłości", Mariny Ombach.
Fragmenty z książki M. Ombach: " W poszukiwaniu prawdziwej miłości". Książka zalecana przez MEN do użytku szkolnego i wpisana do zestawu książek pomocniczych do nauki "Przysposobienia do życia w rodzinie" na poziomie szkoły ponadpodstawowej. Numer w zestawie 419/93. |
Ograniczenie dostępu do przerywania ciąży ma niewątpliwie wpływ na niekorzystne zmiany wieku matek. Główny Urząd Statystyczny podaje:
"Obecnie przy z roku na rok malejącej liczbie urodzeń obserwujemy coraz więcej matek w wieku bardzo młodym, tj. mających niespełna 19 lat (ponad 8% urodzeń), oraz w wieku "balzakowskim", a konkretnie mających 35 lub więcej (ponad 11% urodzeń). Dla porównania, w pierwszej połowie lat 80-tych udziały te kształtowały się dla obydwu grup wieku na tym samym poziomie, tj. poniżej 6%" .21)
Na wiosnę 1995 r. do jednego ze szpitali warszawskich przyjęto 41-letnią kobietę spod Nowego Dworu Maz. z podejrzeniem guza mózgu. Kobieta miała już siedmioro dzieci. U kobiety postępował niedowład. Była ona w 8-tygodniowej ciąży. Lekarze, chirurdzy i neurochirurdzy wydali zaświadczenie, że ciążę należy usunąć ze względu na stan pacjentki. Zabieg miał być przeprowadzony.
Tymczasem informacja o tym dotarła do księdza, nota bene spoza szpitala, który próbował wywrzeć presję na kobietę i jej męża, by ciąży nie usuwała. Ksiądz zawiadomił prokuraturę na Żytniej, która zainteresowała się, w jaki sposób informacja ta wydostała się ze szpitala (naruszenie tajemnicy lekarskiej) i wszczęła śledztwo w tej sprawie.
Pod naciskiem księdza zebrano ponownie konsylium. Wydane zostało nowe oświadczenie, w którym stwierdzono, że ciąża jest zagrożeniem i dla kobiety i dla płodu, ale jednocześnie stwierdzono, że można jej nie usuwać.
Zgodnie z tym, co mówił mąż tej kobiety, zarówno ona jak i jej mąż chcieli usunięcia tej ciąży. Kobieta nigdy nie odzyska pełni sił. Kiedy kobieta dowiedziała się, że lekarze nie zgadzają się na zabieg, powiedziała, że nie wyraża zgody na operację. Grażynę Z. przeniesiono do innego szpitala warszawskiego. Nikt w tym szpitalu nie rozmawiał z nią na temat ciąży. Ona też nic nie mówiła. Stwierdzono u niej glejaka pnia mózgu. Leczono tak, jak gdyby nie była w ciąży: za pomocą antybiotyków, promieniowania (badanie komputerowe), rezonansu (elektromagnes).
Wreszcie postawiono ją przed wyborem: albo operacja zwiadowcza, albo wypis ze szpitala na własną prośbę. W ten sposób została sprowokowana do wypisu. W czerwcu wyszła ze szpitala na własną prośbę.
W grudniu 1995 r. kobieta urodziła ósme dziecko. Stan kobiety jest coraz gorszy. Już nie może nic zrobić w domu ani przy dziecku. Opiekę nad rodziną i dziećmi sprawuje mąż, który w związku z tym nie może podjąć żadnej pracy. Rodzina jest na skraju nędzy.
Pytana o antykoncepcję kobieta powiedziała, że nikt z nią o tym nigdy nie rozmawiał. Tylko pierwsze dziecko było chciane.
Przez całą ciążę bała się, że dziecko będzie chore po tych wszystkich naświetlaniach i leczeniu.
"Lekarze bali się jej dotknąć, nie wiedzieli, co z nią zrobić. Gdyby nie ciąża, można było podjąć inne kroki: naświetlania, operację, ale tak czekali, aż umrze i problem sam się rozwiąże" tak powiedział mąż kobiety przedstawicielce Federacji.
Joanna B. ma bardzo poważne problemy psychiczne: silną depresję z próbami samobójczymi. Leczona jest silnymi lekami od 1,5 roku. Jej kuracja została przerwana z powodu ciąży. Otrzymała skierowanie na zabieg podpisane przez dwóch lekarzy psychiatrów z powodu zagrożenia dla zdrowia i życia.
W pierwszym szpitalu warszawskim, do którego się zwróciła, odmówiono zabiegu, traktując ją w sposób poniżający. Jednocześnie zaproponowano jej zabieg za dużą sumę pieniędzy.
Następnie podjęła próbę w innym szpitalu. Dyrektor szpitala w rozmowie z opiekunem dziewczyny nie odmówił jednoznacznie, kazał mu zdobyć kolejne zaświadczenie, gdzie byłoby słówko "bezwzględne" zagrożenie życia. Po odbyciu rozmowy z opiekunem chorej na rozmowę z dyrektorem udała się Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet oraz pisząca ten raport.
Rozmowa trwała bardzo długo i nie doprowadziła do niczego. Dyrektor jest z zasady przeciwnikiem aborcji. Zaświadczenie lekarskie potraktował wyłącznie jako wybieg. Nie zadał sobie trudu, by zbadać pacjentkę. Nie chciał potraktować tego przypadku indywidualnie, tylko próbował przypisać mu cechy znane z poprzednich przypadków. Na nasze pytanie o podstawę prawną do zakwestionowania zaświadczenia lekarskiego przytaczał liczne przykłady kobiet, które, jego zdaniem, próbowały mieć zabieg bez dostatecznych podstaw.
Chwilami sugerował, że boi się konsekwencji prawnych wykonania zabiegu, że taka decyzja może go drogo kosztować. Stwierdził, że poważne konsekwencje może spowodować donos pięlęgniarki czy salowej (do księdza?).
Posunął się nawet do przykładów z życia prywatnego. Rozważał, co by zrobił, gdyby jego 13-letnia wnuczka została zgwałcona. Nie mógł się zdecydować.
Opowiadał o przypadku 13-latki w ciąży. Wtedy również nie zezwolił na zabieg.
Jedynym naszym sukcesem było skłonienie go do zrobienia badania USG. Lekarz wykonujący USG zdystansował się, oczywiście anonimowo, od decyzji swojego przełożonego.
Kobieta, widząc beznadziejność dalszych wysiłków w tym szpitalu, udała się do następnego. Tam jeden z lekarzy dał się wreszcie ubłagać i wykonał zabieg. Cała ta sytuacja trwała 4 tygodnie, w trakcie których kobieta odstawiła leki, które musi stale brać, i naraziła się na poważne pogorszenie stanu zdrowia.
W 1992 r. miała założoną przeterminowaną spiralę, w wyniku czego zaszła w ciążę. Miała nielegalny zabieg w lecie 1993 r. za 10 mln. po wielu perypetiach (w trakcie zabiegu znaleziono odkształconą spiralę ).
Znalezienie lekarza, który wykonałby zabieg, nie było żadnym problemem. Była to wyłącznie kwestia ceny (dochodziła do 15 mln). W Brześciu można było to zrobić poniżej 5 mln.
Gdy wszystkie metody zawiodły (Anna nie mogła brać tabletek), mąż zdecydował się na sterylizację. Załatwienie tej sprawy trwało 1,5 roku. W tym czasie nie prowadzili współżycia ze względu na ogromne obawy. Poprzez androloga trafili do urologa, który dokonał sterylizacji za 500 USD. Nie udało się tego przeprowadzić w pierwszej próbie, lekarz, który robił wszystko sam, zoperował wtedy pierwszy nasieniowód. W kolejnej próbie zoperował drugi nasieniowód. Badania wykazały, że pacjent jest nadal płodny. Za trzecim razem udał się do szpitala na dwa dni. Operację przeprowadzono z pełną obsadą medyczną. Aby można było ją przeprowadzić, mężczyzna uzyskał zaświadczenie na zabieg odwrotny, tzn. uczynienia płodnym, czyli udrożnienia nasieniowodów. Oczywiście wszyscy wiedzieli, jakiego zabiegu rzeczywiście się dokonuje (od pielęgniarek do ordynatora).
Lekarka będąca w ciąży miała wypalaną nadżerkę, w wyniku czego uszkodzona została szyjka macicy: kobieta zaczęła krwawić i ronić. Była w kilku szpitalach, gdzie odmawiano jej wykonania aborcji,twierdząc, że sama sobie zrobiła zabieg czymś ostrym. Wreszcie któryś z kolejnych szpitali przyjął ją i przeprowadził zabieg.
Drugi z kolei raport rządu na temat realizacji ustawy o planowaniu rodziny pokazał, że rząd był całkowicie nieprzygotowany do jej realizacji. Mimo upływu czasu nadal widać całkowitą niezdolność rządu do zrealizowania swoich zobowiązań ustawowych.
Niestety, takiego wniosku w sprawozdaniu zabrakło, jak również stwierdzenia, ile czasu potrzeba, by ustawa mogła być rzeczywiście realizowana. Wiele miejsca w sprawozdaniu poświęca się różnym "kosmetycznym" działaniom rządu, które tylko w ułamku procenta realizują założenia ustawy.
Zdajemy sobie sprawę, że rząd był zobowiązany do przedstawienia sprawozdania z realizacji ustawy, a nie nt. jej skutków. Niemniej szkoda, że nie spróbował przynajmniej w jakiejś mierze pokusić się o ocenę, jakie skutki społeczne ta ustawa za sobą pociągnęła.
W sprawozdaniu rząd przyznaje, że brakuje mu stosownych narzędzi statystycznych. Pewnych danych, które są zbierane na świecie, w Polsce w ogóle się nie zbiera (np. stosowanie antykoncepcji); w razie potrzeby korzysta się z danych pośrednich (np. ilość środków sprzedanych w aptekach), inne zbiera się wyłącznie na specjalne zamówienie (np. liczba noworodków pozostawianych przez matki w szpitalu).
W sprawozdaniu widać wiele niekonsekwencji, zwłaszcza w zestawieniu z 1993 rokiem. W sprawozdaniu z 1994 r. rząd deklaruje, że powoła zespół specjalistów (str 3) do opracowania katalogu danych potrzebnych do pełniejszej oceny realizacji ustawy i jej skutków.
Z kolei, w raporcie rządowym z poprzedniego roku napisano, że taki zespół już został powołany.
Miejmy nadzieję, że tym razem rząd wywiąże się ze swoich deklaracji.
Gdyby taki zespół został powołany, apeluję o uwzględnienie w jego składzie przedstawicieli organizacji społecznych zajmujących się tym problemem.
Nie zgadzamy się z oceną dostępności badań prenatalnych, które zdaniem Ministerstwa Zdrowia (str. 8) są w pełni dostępne dla kobiet.
Ministerstwo samo sobie zaprzecza, twierdzi bowiem, że kobiety należące do grup ryzyka reprezentują ok. 7-8% wszystkich ciąży. W Polsce w 1993 r. urodziło się ponad 490.000 dzieci. A zatem 7-8% zagrożeń stanowi mniej więcej 35.000 - 40.000 ciąży. Tymczasem w 1993 r. wykonano 1137 badań prenatalnych, czyli ponad 30 razy mniej.
Obserwując, w jakich miastach zrobiono najwięcej badań prenatalnych, można łatwo zauważyć, że najwięcej robi się ich tam, gdzie są one dostępne. Dla porównania przytaczam ilość badań prenatalnych w zestawieniu z poronieniami samoistnymi, których liczba może wskazywać, jakie są rzeczywiste potrzeby w tym względzie.
| badania prenatalne | poronienia samoistne | ||
| Woj. warszawskie | 23 | 2347 | |
| Woj. łódzkie | 20 | 1398 | |
| Woj. bydgoskie | 16 | 1419 | |
| ale | |||
| woj. katowickie | 3 | 4037 | |
| Woj. krakowskie | 0 | 1734 | |
| Woj. wałbrzyskie | 0 | 1167 |
Realizację zadania, by "zapewnić obywatelom swobodny dostęp do metod i środków służących dla świadomej prokreacji" (str. 16), również można zakwestionować.
Dla rządu oznacza to tylko dostarczanie wiedzy na temat planowania rodziny, z czego się i tak nie wywiązuje.
Rząd nie uznaje tego, że dostępność oznacza nie tylko dostęp do informacji, ale także do samych środków.
Rząd przyznaje się do niewielkiej skuteczności swoich dotychczasowych działań: tylko 2, 2% kobiet stosuje tabletki, jest to liczba żenująca, tak jak żenujący jest brak dokładnych danych.
Rząd przyznaje, że "brak systemowych rozwiązań co do włączenia do świadczeń zdrowotnych nowoczesnych form edukacji w zakresie planowania rodziny" (str. 16).
Zabrakło również obniżki cen środków antykoncepcyjnych.
Realizacja finansowych zobowiązań rządu wobec ciężarnych znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej była możliwa tylko dzięki drastycznemu zmniejszeniu środków finansowych przeznaczonych przez rząd na zasiłki.
Niewystarczająca jest współpraca z organizacjami pozarządowymi, w każdym razie z tymi, które popularyzują nowoczesne metody antykoncepcyjne.
Krytyczna ocena realizacji programu edukacji seksualnej przedstawiona została powyżej w niniejszym raporcie.
Rząd uskarża się na niedostatek środków finansowych, ale jeśli z przyczyn finansowych nie można w pełni zrealizować ustawy, rząd powinien wnioskować o jej zmianę.
Zwracamy się do Sejmu, aby:
Zwracamy się do rządu, aby:
Wanda Nowicka